czwartek, 11 lutego 2021

[93] "Leć, Motylku!" - Dominika Smoleń

 Autor: Dominika Smoleń
Wydawnictwo: Lucky
Rok wydania: 2021
Liczba stron: 288
Ocena: 9/10



Opis z okładki: "
Ludzie mówią, że anoreksję da się wyleczyć, ale Viktoria nie jest tego taka pewna. Chociaż od momentu zachorowania minęło już kilka lat, a psychiatra uważa, że Viki uwolniła się od tej przypadłości, to jednak głos w głowie dziewczyny dalej namawia ją do tego, by trochę schudła. Kiedy Viktoria postanawia rozpocząć studia na lokalnej uczelni, zaczyna być coraz gorzej, a ona nie ma już sił, by opierać się chorobie, która powoli wraca do niej ze zdwojoną siłą. Na horyzoncie pojawia się jednak ktoś, kto za wszelką cenę będzie chciał pomóc dziewczynie wygrać to kolejne starcie. Pozostaje tylko pytanie, czy uda się to zrobić na czas?
„Leć, Motylku!” to historia o tym, że czasem najtrudniej jest walczyć z samym sobą."







Za oknem piękna polska zima. Niestety nie jestem z tego zadowolona, ale cóż poradzić takie realia. Z domu nie chce się nawet wychodzić, ale na szczęście mam książki, które pomagają mi w użyteczny sposób spędzić czas. Tym razem w moje ręce wpadła książka autorstwa Dominiki Smoleń pt. „Leć, motylku”. To moje drugie spotkanie z twórczością tej autorki. Pierwsze było owocne i udane. Jak będzie tym razem dowiecie się czytając poniższą recenzję.


Victorię główną bohaterkę powieści poznajemy w decydującym momencie jej życia. Nastolatka postanawia schudnąć i nie zdaje sobie sprawy, że ta decyzja wpłynie na jej późniejsze życie. Ta decyzja zmieni diametralnie jej dotychczasowe życie. Mianowicie dziewczyna popada w anoreksję, która sprawi, że z życia zostanie wyjęte jej kilka lat życia. Victoria dopiero idąc na studia czuję się gotowa do stawienia czoła rzeczywistości. Wszyscy lekarze i specjaliści zajmujący się jej przypadkiem stwierdzili, że dziewczynie udało się wyjść na prostą. Jednak ona sama nie jest o tym przekonana, a tajemniczy głos w jej głowie ciągle powtarza jej, że nadal jest za gruba... Jednak Victoria otrzymuje bardzo duże wsparcie od mamy, oraz Alexa, który okazuje się być jej bratnią duszą. Chłopak za wszelką cenę stara się pomóc dziewczynie wygrać tę walkę. Jednak, czy mu się to uda? Tego dowiecie się czytając książkę „Leć, motylku” autorstwa Dominiki Smoleń.


Jak już wspomniałam to moje drugie spotkanie z twórczością Dominiki. I słuchajcie nie wiem jak ta dziewczyna to robi, ale „Leć, motylku” wywarła na mnie jeszcze lepsze wrażenie niż „Żar pocałunku”. Ta książka to istna mieszanka emocjonalna. Główna bohaterka to postać, która przeżyła w życiu bardzo wiele. Anoreksja, rozwód rodziców, próba powrotu do normalności. Victoria to dziewczyna, która stara się jak może, aby jej życie znów było normalne. Jednak nie jest to wcale takie proste. Powieść „Leć, motylku” przedstawia historię walki samej ze sobą. Walka jaką Victoria toczy w swoim wnętrzu jest okropna. Czy dziewczynie uda się pokonać bariery i wybrać tą dobrą stronę?


„Leć, motylku” to książka w której przedstawiony został temat anoreksji. Nie ukrywajmy, ale ta tematyka do najłatwiejszych nie należy. Dominika Smoleń przestawiła tą podstępną chorobę w taki sposób, że lektura nas nie odrzuca. Wręcz przeciwnie ze strony na stronę chcemy coraz więcej dowiedzieć się na jej temat. Ponadto książka jest napisana łatwym i zrozumiałym młodzieżowym językiem. Czyta się ją naprawdę bardzo dobrze i przyjemnie. Stylistycznie też jest na dobrym poziomie tak naprawdę nie mam jej nic do zarzucenia. W książce został przedstawiony również wątek miłości, która pokonuje wszystkie bariery. I to właśnie w tej książce jest piękne. Idealny chłopak pokochuje nieidealną dziewczynę...


„[...] Jedyną osobą bez, której nie umiałbym wyobrazić sobie dnia, jesteś ty, Viki. Wdarłaś się do mojego życia i nie chcę cię z niego wypuścić”.


Jeżeli macie ochotę przeczytać naprawdę świetną książkę o trudnej tematyce jaką jest anoreksja to z całego serca polecam wam książkę „Leć, Motylku!”. Lektura ta sprawi, że niejednokrotnie w trakcie jej czytania będziecie mieć łzy w oczach. Ta powieść ukazuje czytelnikowi, że miłość jest w stanie pokonać wszystkie bariery. Zobaczymy, że jest to uczucie piękne, silne i niezwyciężone...

niedziela, 17 stycznia 2021

[92] "Dziedzictwo von Schindlerów"

Autor: Wojciech Wójcik 
Wydawnictwo: Zysk i S-ka
Rok wydania: 2020
Liczba stron: 696
Ocena: 9/10

Opis z okładki: "Lipiec 2000 roku. Z przedwojennego dworku nad Śniardwami znika bez śladu dwudziestoletnia dziewczyna. W okolicy krąży legenda, że odpłynęła starym jachtem von Schindlerów, który ostatni raz widziano latem 1939 roku. Wtedy również ktoś zaginął…
Mija dwadzieścia lat. W okolicy Mikołajek były policjant Jacek Ligęza odkrywa ciało wybitnego twórcy kryminałów, Zygmunta Grodzickiego. Do grona uznanych pisarzy, którzy na zlecenie ekscentrycznego milionera Johanna von Schindlera, spisują zbeletryzowane dzieje jego rodowej posiadłości, dołącza debiutantka, Monika Łasicka. W spadku po Grodzickim otrzymuje do opracowania historię dziewczyny z jachtu. Odkrywa, że zmarły pisarz dobrze ją znał – przed laty stracił dla niej głowę, ale ona wybrała innego. Chłopaka z Mazur, który również zapadł się pod ziemię.
Policja uznaje, że Grodzicki zginął w wyniku nieszczęśliwego wypadku. Innego zdania jest Jacek Ligęza, ale słowa byłego policjanta, zwolnionego ze służby za pijaństwo, znaczą tyle co nic. Poszukując prawdy, poznaje kolejne sekrety von Schindlerów. W tym ten najmroczniejszy…




Tym razem w moje ręce wpadła powieść autorstwa Wojciecha Wójcika pt. "Dziedzictwo von Schindlerów". Do sięgnięcia po tę książkę skusiła mnie okładka owiana tajemnicą jak i opis, który zdecydowanie mnie do przeczytania tej lektury zachęcił. Jednak, czy książka jest warta uwagi? Tego dowiecie się czytając poniższą recenzję.

Monika Łasicka to debiutująca, młoda pisarka. Pewnego dnia dostaje ona propozycje napisania jednego opowiadania do książki dotyczącej rodziny von Schindlerów. Dziewczyna nie spodziewa się, że wraz z nią opowiadania mają napisać najbardziej znani polscy pisarze...
Jacek Ligęza, były policjant, pewnego dnia znajduje zwłoki znanego pisarza Zygmunta Grodzickiego. Policja uznaje, że mężczyzna zmarł w skutek nieszczęśliwego wypadku, jednak Ligęza jest innego zdania i stara się dowieść temu, że nie był to zwykły wypadek.
W lecie 2000 roku z przedwojennego dworku nad Śniardwami ginie młoda dziewczyna. W okolicach krążą legendy, że odpłynęła jachtem von Schindlerów... Jak się okazuje w 1939 roku w takim samych okolicznościach zaginęła młoda kelnerka...

WOW! WOW! WOW! "Dziedzictwo von Schindlerów" muszę uznać za najlepszą książkę 2020 roku jaką przeczytałam. Jestem oczarowana tą historią. Powieść ta wywarła na mnie ogromne wrażenie. Bardzo ciężko było mi się od niej oderwać, a przeczytanie jej zajęło mi zaledwie trzy dni. Ta lektura liczy sobie niemal 700 stron, ale już teraz muszę przyznać, że ani jedna strona mnie nie znudziła. Wojciech Wójcik napisał książkę, która idealnie wkomponowała się w moje gusta. Jest to połączenie literatury kryminału i obyczajowej.

W tej książce ciężko było mi doszukać się minusów. Tak naprawdę w ogóle ich nie znalazłam. Są za to same zalety. Po pierwsze bohaterowie. Jak na tak obszerną powieść to kreacja bohaterów jest na bardzo wysokim poziomie. Każdy bohater występujący w tej powieści jest indywidualistą. Nie znajdziemy dwóch takich samych, bądź podobnych charakterów. Każdy z bohaterów jest postacią dynamiczną. W ciągu całej powieści widzimy rozwój każdej postaci. Ponadto język powieści jest prosty i zrozumiały, jednak na swój sposób wyrafinowany przez co książkę czyta się bardzo przyjemnie. Kolejnym plusem tej książki są jej opisy. Często zdarzają mi się powieści, że opisy są długie i przy nudnawe. Jednak tutaj było zdecydowanie inaczej. Opisy są ciekawe, przyjemne w czytaniu i wnoszące bardzo dużo do fabuły. Można wręcz rzec, że autor ma bardzo wykwintne pióro, a tę książkę czytała się z niezwykłą przyjemnością. Zaletą jest również to, że znajdziemy tutaj też nutkę historii co dla mnie było świetnym zabiegiem, gdyż powieści w których znajduje się wątek historyczny należą do jednych z moich ulubionych. Ponadto historia z roku 1939 ma wiele wspólnego z wydarzeniami teraźniejszymi.

Reasumując jeżeli macie ochotę przeczytać świetną książkę kryminalno-obyczajową to jak najbardziej polecam Wam "Dziedzictwo von Schindlerów" książkę, która jest idealna na jesienne wieczory. Powieść ta sprawi, że będzie żałować tych nieprzespanych nocy, ale uwierzcie mi, że warto zwłaszcza dlatego, że zakończenie wbija w fotel i jest niezwykle zaskakujące. Także nie wahajcie się ani chwili tylko sięgajcie po tę lekturę, która zdecydowanie zasługuje na uwagę.



Za możliwość przeczytania książki dziękuję portalowi sztukater.pl

czwartek, 29 października 2020

[91] "Usta mordercy" - Artur Kawka i Monika Wysocka

Autor: Artur Kawka i Monika Wysocka
Wydawnictwo: Oficynka 
Rok wydania: 2020
Liczba stron: 368
Ocena: 9/10



Opis z okładki: "Seryjny morderca, tajne służby i wielkie pieniądze.

Były amerykański komandos o polskich korzeniach, major Tom Wilmowski, prowadzi nad Wisłą śledztwo w sprawie zaginięcia swojego młodszego brata.

Zniknięcie Franka niepokoi też policjantów podejrzewających go o związek z dziwnymi zabójstwami kilku kobiet. Z cienia wychodzą kolejne mroczne postacie i ich zbrodnicze działania.

I nic nie jest takie, jakie się zdaje na pierwszy rzut oka".





Już jakiś czas nie czytałam żadnego kryminału. Dlatego też, jak tylko nadarzyła mi się okazja po takowy sięgnęłam. Tym razem w moje ręce wpadła książka "Usta mordercy" autorstwa Artura Kawki i Moniki Wysockiej. Do sięgnięcia po tę powieść skłonił mnie krótki, aczkolwiek zachęcający opis, oraz tajemnicza i ciekawa okładka. 

Fabuła powieści łączy wiele wątków. Tajemnicze morderstwa, zaginięcia, wielkie pieniądze, bogaci ludzie. Tom Wilmowski ochroniarz przebywający w Iraku przyjeżdża do Warszawy po otrzymaniu tajemniczej wiadomości od swojego brata Franka. Na miejscu okazuje się, że z chłopakiem nie ma żadnego kontaktu od kilku dni. Wilmowski działając na własną rękę stara się ustalić co się z Frankiem stało...

W małej miejscowości w zbiorniku wodnym zostają znalezione zwłoki kobiety. Ma ona na sobie charakterystyczne znamię. Policja stara się połączyć to zabójstwo z innymi jednak nie jest to wcale takie łatwe. Czy policji uda się znaleźć zabójcę? 

WOW! Już dawno nie czytałam tak dobrej i wciągającej książki. Chociaż początkowo podchodziłam do niej sceptycznie, gdyż ostatnio przeczytany przeze mnie kryminał nie należał do najlepszych, chociaż opis był bardzo zachęcający. Ta powieści to jedna z lepszych z tego gatunku jakie czytałam. Ponadto warto wspomnieć, że to książka polskich autorów i według mnie zasługuje na uznanie.

Fabuła powieści jest niezwykle rozwinięta i wielowątkowa. Dużą zaletą jest to, że wszystkie wątki płynnie się ze sobą łączą. Akcja jest dynamiczna, szybko rozwijająca się dzięki czemu nie ma czasu na nudę, wręcz przeciwnie książkę czyta się bardzo szybko i nawet się nie obejrzymy, a już jesteśmy na końcu. Ponadto dzięki tak szybko rozwijającej się akcji nie ma czasu na oderwanie się od tej książki, gdyż z niecierpliwością oczekujemy na poznanie zakończenia, które również wbija czytelnika w fotel. Po przeczytaniu tej książki złapałam małego kaca książkowego, ponieważ ta lektura wywarła na mnie bardzo pozytywne wrażenie. Ponadto bohaterowie są świetnie wykreowani, ich charaktery idealnie współgrają z rolami jakie w powieści odgrywają.  

Język powieści jest prosty, zrozumiały. Książka stylizowana jest na język współczesny, także jest ona łatwa w odbiorze.

Jeżeli macie ochotę przeczytać naprawdę świetną, wciągającą powieść, to jak najbardziej polecam Wam "Usta mordercy". Powieść ta jak już wspomniałam według mnie zasługuje na uznanie, dlatego też bardzo gorąco zachęcam Was do jej przeczytania. Książka jest idealna na długie, deszczowe jesienne wieczory.

[90] "Zaproszenie na śmierć" - Alfred Siatecki

Autor: Alfred Siatecki 
Wydawnictwo: Oficynka 
Rok wydania: 2020
Liczba stron: 368
Ocena: 8/10







Opis z okładki: Bezlitosny szlak mordercy. W apartamencie profesora inżynierii biomedycznej Bolesława Witkowskiego znaleziono zwłoki kobiety, a on sam znika bez śladu. Komisarz Jacek Syski zaczyna drobiazgowe śledztwo. Dochodzi jednak do kolejnych brutalnych morderstw, a sprawa coraz bardziej się komplikuje. Na pomoc policji przychodzi Daniel Jung.














Za oknem szaro, buro i ponuro. Od czasu do czasu wyjdzie słoneczko. No cóż typowa polska jesień. Ale dzięki temu czasu na czytanie jest więcej. Ciepły kocyk, herbatka i mile spędzony wieczór z książką. Tym razem w moje ręce wpadła powieść „Zaproszenie na śmierć” autorstwa Alfreda Siateckiego. Pragnę wspomnieć, że to moje kolejne spotkanie z tym autorem. Jednak czy mogę je uznać równie owocne jak poprzednie? Tego dowiecie się czytając poniższą recenzję. 

Do wyboru tej książki skłonił mnie opis, który jest niezwykle ciekawy i zachęcający. Okładka też jest interesująca i tajemnicza. Ponadto znajomość twórczości tego autora wpłynęła pozytywnie na mój wybór.

W apartamencie profesora Bolesława Witkowskiego zostaje znaleziona martwa kobieta. Szybko okazuje się, że doszło do morderstwa. Ponadto profesor po wyjeździe z domku letniskowego w Jodłowie znika bez śladu. Sprawę rozwikłania morderstwa i odnalezienia Witkowskiego dostaje komisarz Jacek Syski. Wkrótce dochodzi do kolejnych brutalnych morderstw, a do pomocy w rozwikłaniu tych spraw zostaje poproszony dziennikarz śledczy Daniel Jung…

Książka „Zaproszenie na śmierć” to jak już wspomniałam kolejna pozycja autorstwa Alfreda Siateckiego jaką miałam okazję przeczytać. Szczerze muszę przyznać, że się nie zawiodłam. Wręcz przeciwnie jestem bardzo zadowolona, że mogłam ją przeczytać. Uważam, że ta powieść jest jeszcze lepsza od poprzedniej tj. „Postrzelony”. Warto zwrócić uwagę na to, że „Zaproszenie na śmierć” to czwarta część serii o dziennikarzu śledczym Danielu Jungu. Jednak książki mimo głównego bohatera nie mają ze sobą wiele wspólnego, gdyż obie skupiają się na różnych sprawach.

Jak już zapewne wiecie jednym z moich ulubionych gatunków książkowych jest kryminał/sensacja/thriller. Także obok tej książki ciężko było mi przejść obojętnie, gdyż ostatnimi czasy kryminałów czytałam mało, a jesienna pora jak dla mnie na takie lektury jest idealna. Długie deszczowe wieczory zdecydowanie sprzyjają takiej tematyce. 

Zaletami tej powieści są na pewno bohaterowie. Ich wykreowanie jest na bardzo wysokim poziomie. Każda postać jest indywidualistą, a ich charakter idealnie wpasowuje się w rolę jaką odgrywają w tej książce. Nie znajdziemy tutaj postaci suchych, prostych. Każdy z nich jest bardzo dobrze przedstawiony. Następnym plusem jest język, który jest prosty, zrozumiały i stylizowany na współczesny. Stylistyka powieści również jest na wysokim poziomie dzięki czemu książkę tę czyta się naprawdę z wielką przyjemnością. Zaletą jest też fabuła, która jest bogata i dobrze rozbudowana. Prawie wcale nie znajdujemy tu momentów nudnych. Wręcz przeciwnie lekturę czytamy z wielkim zaangażowaniem i wypiekami na twarzy, gdyż ze strony na stronę napięcie narasta, a my chcemy jak najszybciej poznać zakończenie. Ponadto dialogi są ciekawe i rozbudowane co sprawia, że książkę czyta się jeszcze przyjemniej.

Jednak wśród tylu plusów znajdziemy też minusy. Jak dla mnie jednym i chyba jedynym jaki znalazłam są opisy. Oczywiście nie wszystkie. Momentami opisy są nudnawe i przydługie, jednak patrząc na całokształt „Zaproszenia na śmierć” nie wpływają bardzo negatywnie na odbiór książki. 

Reasumując jeżeli macie ochotę przeczytać dobrą książkę polskiego autora to bardzo gorąco polecam Wam „Zaproszenie na śmierć”. Jeżeli lubicie dobre kryminały z szybko rozwijającą się akcja, stopniowo zwiększanym napięciem to ta książka powinna wpaść w wasze ręce. Nie zrażajcie się tym, że to polski autor. Uwierzcie mi czasem warto dać szansę takim osobą, a być może okaże się, że taka książka będzie jedną z lepszych jakie czytaliście.




wtorek, 13 października 2020

[89] "Piekło na froncie wschodnim. Dzienniki niemieckiego żołnierza 1941-1943" Hans Roth

Autor: Hans Roth 
Opracowanie: Cristine Alexander, Mason Kunze
Wydawnictwo: RM
Rok wydania: 2012
Liczba stron: 205
Ocena: 8/10




Opis z okładki: "Inwazja armii niemieckiej na Związek Radziecki podczas II wojny światowej to największy i najbardziej krwawy konflikt zbrojny w historii. Gigantyczna liczba żołnierzy, tysiące czołgów i samolotów prowadziły zmagania na niezmierzonych obszarach. Zachowało się niewiele relacji z przebiegu tych walk: tylko bardzo nieliczni ich uczestnicy próbowali zapisywać w formie narracyjnej swoje przeżycia. Historia Hansa Rotha rozpoczyna się późną wiosną 1941 roku i stanowi dziennik służby niemieckiego żołnierza. Roth opisuje swój udział w najbardziej zaciętych bitwach toczących się na froncie wschodnim. Jego refleksje dają poruszający wgląd w codzienne życie żołnierzy Rzeszy, toczących rozpaczliwe zmagania z wrogiem".






Książki historyczne to jeden z moich ulubionych gatunków literackich. Ostatnimi czasy czytam ich sporo, gdyż poznanie dogłębnie historii, a szczególnie tej dotyczącej drugiej wojny światowej jest dla mnie bardzo ważne. Długo zastanawiałam się czy przeczytać książkę "Piekło na froncie wschodnim" głównie dla tego, że została napisana na podstawie dziennika niemieckiego żołnierza. Jednak zdecydowałam się na to. Czy to była dobra decyzja? Tego dowiecie się czytając poniższą recenzję.

"Piekło na froncie wschodnim. Dzienniki niemieckiego żołnierza 1941-1943" to książka opowiadająca o okrucieństwach wojny. To lektura przepełniona złością, nienawiścią, ale też wiarą i nadzieją. Nadzieją na lepsze jutro. Nadzieją, że nadejdzie dzień kiedy to się skończy. Kiedy skończy się wojna...

Hans Roth to niemiecki żołnierz, który swoją historię zaczyna spisywać w 1941 roku, kiedy ma rozpocząć się plan Barbarossa. Mężczyzna przed wojenną był pracownikiem biura projektowego we Frankfurcie. Został wcielony w szeregów 299 Dywizji Pancernej. W swoich dziennikach opisuje swój udział w najbardziej zaciekłych walkach w trakcie trwania drugiej wojny światowej. Między innymi znajdziemy tutaj opisy bitwy o Kijów oraz o Stalingrad. Bardzo dużą zaletą jest to, że Roth pisał swoje dzienniki na bieżąco, dlatego też zawierają one bardzo wiele szczegółowych informacji, które mimo lat ulatują z pamięci.

"Piekło na froncie wschodnim. Dzienniki niemieckiego żołnierza 1941-1943" to książka, która opisuje codzienne życie żołnierzy pełniących służbę na froncie. Wielu z nas nie zdaje sobie sprawy jakie piekło ci ludzie przechodzili. Po pierwsze nigdy nie wiedzieli kiedy nastąpi atak wroga. Chociaż byli przygotowani, że to w końcu nastąpi to nie zawsze udawało im się to przewidzieć. Warto wspomnieć, że Sowieccy żołnierze swoje ataki zazwyczaj rozpoczynali w nocy, lub nad ranem, co było bardzo kłopotliwe dla Niemców... Po drugie ludzie na froncie niejednokrotnie musieli spać w okopach. Nie zależnie od pogody. Nie raz zdarzały się sytuacje, że spali w błocie, wodzie. Po trzecie nie mieli się gdzie umyć. Często chodzili brudni, spoceni, co przede wszystkim głownie dokuczało im w lecie. Po czwarte i chyba najbardziej drastyczne i traumatyczne przeżycia były związane z patrzeniem na śmierć pobratymców. Dla mnie jako czytelnika takie opisy były najbardziej wstrząsające, dlatego nie wyobrażam sobie co musiały czuć osoby patrzące na to. Po piąte każdy żołnierz miał rodziny, żony, dzieci, do których chciał wrócić. Jednak podczas każdego ataku wroga Ci ludzie byli przygotowani na to, że za chwilę mogą zginąć... Jednak każdy z nich ma nadzieję, że uda mu się przeżyć.

Jak zapewne wiecie wojna jest straszna, okrutna. Jednak dopiero czytając książki pokroju "Piekło na froncie wschodnim. Dzienniki niemieckiego żołnierza 1941-1943" zdajemy sobie sprawę jak wiele złego wojna czyni. W imię jednej osoby giną tysiące niewinnych ludzi. Ta książka dała mi wiele do myślenia. Chociaż została napisana przez Niemcy (naszego wroga) to wywarła na mnie ogromne wrażenie. Nie żałuję, że ją przeczytałam. Wręcz przeciwnie cieszę się, że trafiła w moje ręce. Jest to jedna z tych książek o których się nie zapomina. Jest to książka, która zostanie w mojej pamięci na długo. Myślę, że jeżeli zapoznacie się z jej treścią będziecie mieć na jej temat takie samo, bądź podobne zdanie do mojego.

Jeżeli jesteście pasjonatami historii to bardzo zachęcam was do zapoznania się z lekturą "Piekło na froncie wschodnim. Dzienniki niemieckiego żołnierza 1941-1943". Ta książka zasługuje na poznanie. To biografia, którą powinniśmy przeczytać. Może dzięki temu, że poznamy takie historie w przyszłości nie dopuścimy do ponownego wybuchu wojny...


Za możliwość przeczytania książki dziękuję portalowi sztukater.pl

czwartek, 17 września 2020

[88] "Rozplatając warkocz papuszy"

Autor: Leszek Mieszczak
Wydawnictwo: Psychoskok
Rok wydania: 2020 
Liczba stron: 254
Ocena: 8/10


Opis z okładki: "Leszek Mieszczak zaprasza czytelników w niezwykłą podróż do przeszłości, aby odkryć teraźniejszość i przyszłość. Akcja powieści rozpoczyna się i kończy w hospicjum. Klamrowa konstrukcja ukazuje krąg życia. W międzyczasie poznajemy losy głównego bohatera, jego przygody i wszystkie niezwykłe zdarzenia, jakich doświadczył na przestrzeni lat. Wszystko zaczęło się od znalezionej na polu cygańskiej lalki… Ta niezwykła pacynka wywołała ciąg zdarzeń, dzięki którym główny bohater nie tylko przeżył kilka ciekawych przygód, ale przede wszystkim wyruszył na wędrówkę, w której odnalazł własne przeznaczenie, sięgnął do przeszłości dalszej, niż brał to pod uwagę, jako coś możliwego. Mimo wielu niesamowitych zdarzeń wręcz magicznych i niewyobrażalnych, całe jego życie pozostaje głęboko zawierzone Bogu… To on daje mu siłę, jest wsparciem i źródłem energii i wiedzy".




Jesień zbliża się do nas wielkimi krokami. W powietrzu czuć już chłodne powietrze, jest więcej deszczowych dni, które są coraz krótsze. Jednak zaletą tego okresu jest to, że więcej czasu poświęcę na czytanie. Tym razem w moje ręce wpadła książka polskiego autora Leszka Mieszczaka pt. „Rozplatając warkocz papuszy”. Ta powieść zachęciła mnie do siebie opisem jak i również intrygującą, skrywającą w sobie tajemnice okładką. Jednak czy treść również była zachęcająca? Tego dowiecie się czytając poniższą recenzję. 

Bronek to główny bohater powieści „Rozplatając warkocz papuszy”. Poznajemy go kiedy jest już u schyłku życia i leży w hospicjum. Chociaż mężczyzna zdaje sobie sprawę z tego, że umiera nie traci energii, ani werwy życia. Losy bohatera poznajemy z jego opowieści. Cała historia zaczyna się w momencie, kiedy Bronek był małym chłopcem. Wracając ze szkoły znajduje lalkę w dawnym obozowisku cygańskim. Chłopiec stara się odnaleźć właścicielkę lalki jednak jest to trudniejsze niż mu się początkowo wydaje. Cała ta historia z dzieciństwa ciągnie się za nim do lat młodzieńczych...

Bronek to postać, która całe swoje życie zawierza Bogu. Religia i wiara jest nieodłącznym elementem jego egzystencji. Bóg daje mu siłę i energię do działania, ale jest też również jego wsparciem i nadzieją.

W książce tej znajdujemy też historię z czasów wojny. Jest to historia smutna, przepełniona żalem i okrucieństwem wojny. Ale zawiera również w sobie wiele miłości i szczęścia. Ta wojenna historia pokazuje Nam, że miłość jest tak pięknym i silnym uczuciem, że dzięki niej jesteśmy w stanie przetrwać najcięższe i najboleśniejsze momenty w naszym życiu.

„Rozplatając warkocz papuszy” to książka, która w mojej pamięci i sercu zostanie na bardzo długo. Tak naprawdę nie spodziewałam się, że ta historia wywrze na mnie, aż tak wielkie wrażenie. To historia, która opowiada jak fascynujące i pełne przygód jest życie człowieka. Chociaż tak naprawdę my sami tego nie zauważamy. Żyjemy z dnia na dzień. Dopiero na starość mając czas na przemyślenia zdajemy sobie sprawę ile tak naprawdę w swoim życiu przeżyliśmy. Książka ta jest niezwykle pouczająca i na swój indywidualny sposób piękna. 

Początkowo nie powiem troszkę zniechęciło mnie to jak w opisie przeczytałam, że główny bohater jest osobą bardzo wierzącą. Ale zostałam bardzo mile zaskoczona. Otóż ta książka wcale nie jest tak religijna jakby mogło się wydawać. Owszem Bóg i religia są w tej powieści zauważalne jednak nie są one głównym wątkiem występującym w tejże lekturze. Mimo wszystko wątek Boga w tej książce bardzo oddziałuje na czytelnika. Jest pewien rozdział, który nakłania nas do przemyśleń i refleksji na temat naszej wiary. Jednak, aby zrozumieć ten przekaz musicie sięgnąć po powieść Leszka Mieszczaka i dokładnie poznać losy bohatera.

Zaletą tej powieści jest to, że wydarzenia opisywane są z perspektywy starszego człowieka, który wspomina dawne czasy. Książkę czyta się bardzo szybko i przyjemnie. Rozwój wydarzeń jest rozbudowany, a my czytamy tę książkę z zapartym tchem i wypiekami na twarzy. Kiedy już wciągniemy się w tę historię to nie możemy się od niej oderwać. Książka ta wzbudza w nas wiele skrajnych emocji poczynając od szczęścia kończąc na nienawiści. 

Jeżeli macie ochotę przeczytać dobrą, fascynującą, wciągającą i pouczającą książkę to z całego serca polecam wam powieść „Rozplatając warkocz papuszy” autorstwa Leszka Mieszczaka. Mam nadzieję, że i wam ta historia się spodoba i tak samo jak ja zyskacie do niej sentyment. 

piątek, 4 września 2020

[87] "Żar pocałunku" - Dominika Smoleń

 Autor: Dominika Smoleń
Wydawnictwo: WasPos
Rok wydania: 2020 
Liczba stron: 316
Ocena: 9/10





Opis z okładki: "Wojtek jest skoczkiem narciarskim, któremu wydaje się, że w życiu ma już wszystko, tylko dlatego, że jest dobry w sporcie. W tym sezonie zimowym ma szansę na to, żeby w końcu stanąć na podium i chce dać z siebie wszystko. Pewnego dnia w jego życiu pojawia się Daria, siostra jednego z jego kolegów z drużyny, której widok wręcz odbiera mu dech w piersiach. Chłopak zaczyna rozumieć, że najważniejsza walka w jego karierze dopiero się zaczyna – a on nie jest na nią w najmniejszym stopniu przygotowany".











Powoli kończy się lato, a zaczyna jesień, co pokazuje nam aura za oknem. Jednak zaleta jesieni jest taka, że dzień jest krótszy i mamy zdecydowanie więcej czasu na czytanie. Sięgając po powieść "Żar pocałunku" autorstwa Dominiki Smoleń nie spodziewałam się aż tak dobrej książki. Bardzo dobrze i szybko się ją czyta co dla mnie jest dużą zaletą. Do wybrania właśnie tej książki skłonił mnie opis, oraz zachęcająca i romantyczna okładka, która ma w sobie coś magicznego i przyciągającego.

Wojtek jest skoczkiem narciarskim, który całe swoje życie podporządkowuje temu sportowi. Ciężkie treningi sprawiają, że chłopak nie ma czasu na życie prywatne. Jednak to mu się opłaca, ponieważ w nadchodzącym sezonie ma szansę na stanięcie na wysokiej pozycji w rankingu jak i na podium. Jednak jeden fatalny błąd sprawia, że tak dobrze zapowiadający się sezon odchodzi w zapomnienie. Jednak załamany chłopak nie spodziewa się, że jego wypadek może tak bardzo odmienić jego życie...

Daria to dziewczyna o ciężkim charakterze. Jest siostrą Błażeja, kolegi Wojtka z drużyny. Dziewczyna mieszka za granicą, jednak kiedy postanawia przyjechać do Polski okazuje się, że jej brat nie ma możliwości zajęcia się nią. Błażej prosi więc Wojtka o zaopiekowanie się siostrą. Daria już od pierwszego spotkania przypodobała się chłopakowi. Spodobał mu się jej styl życia i cięty język. Między naszymi bohaterami zaczyna rodzić się uczucie, jednak tak skomplikowanego rozwoju wydarzeń nikt się nie spodziewał...

"Żar pocałunku" to jedna z lepszych młodzieżowych powieści jakie czytałam w ostatnim czasie. Jest to książka ciekawa, wciągająca, przyjemna. Przepełniona ciepłem i miłością. Pokazująca ile człowiek jest w stanie zrobić w imię miłości. Ale... jest to też książka, w której miłość jest też cierpieniem. Ta powieść ukazuje czytelnikowi, że miłość to nie tylko chwile piękne, ale też smutne... Ta historia uczy czytelnika, że nawet najgorsze wydarzenia w naszym życiu mogą doprowadzić do niespodziewanych zwrotów, które mogą odmienić bardzo nasz los.

"Miłość nie jest w końcu prostym uczuciem - jest natomiast cholernie silna i pozwala pokonywać najróżniejsze przeszkody".

Język powieści jest prosty, młodzieżowy i zrozumiały przez co książkę czyta się bardzo przyjemnie i szybko. Ponadto czczionka w tej książce jest bardzo przyjemna dla oka i wzrok nam się nie męczy. Książka nie jest nudna. Fabuła jest rozbudowana, a my wczuwamy się w odczucia bohaterów. 

Bardzo spodobało mi się to, że "Żar pocałunku" została napisana z punktu widzenia chłopaka-Wojtka. Bardzo rzadko spotykam powieści, w których to mężczyzna jest narratorem, ale muszę przyznać, że bardzo mi się to spodobało. Ponadto jego odczucia są opisywane bardzo szczegółowo, jednak nie jest to zniechęcające, a wręcz przeciwnie.

Jedynym minusem jak dla mnie to były opisu scen seksu. Totalnie mi to nie podchodziło i nie pasowało. Ciężko mi się je czytało. Jak dla mnie były one za mało subtelne (ja właśnie takie uwielbiam). No, ale w samych plusach na ten jeden minus mogę przymknąć oko.

Jeżeli macie ochotę przeczytać świetną, ciekawą i wciągającą powieść młodzieżową to jak najbardziej polecam Wam książkę "Żar pocałunku" autorstwa Dominiki Smoleń. Książka może i nie jest długa, ale wszystko jest w niej fajnie dopasowane, a bohaterów nie da się nie lubić.


piątek, 31 lipca 2020

[86] "Wizja" - Paulina Bronisz

Autor: Paulina Bronisz
Wydawnictwo: NowoCzesne
Rok wydania: 2020
Liczba stron: 192
Ocena: 9/10

Opis z okładki: "Kim to z pozoru normalna nastolatka, która wraz z rodzicami przenosi się do innego miasta, co
oznacza też dla niej zmianę szkoły. Dziewczyna próbuje odnaleźć się w nowym środowisku.
Poznaje przyjaciół, pojawia się również tajemniczy chłopak, który wydaje się jednak dziwnie
znajomy...
W tej pozornie zwyczajnej historii o dorastaniu następuje nieoczekiwany zwrot. Okazuje się, że
Kim nie jest do końca taka jak jej rówieśnicy – posiada bowiem pewien szczególny dar, który
pozwala jej przewidywać przyszłość. Z czasem odkrywa, że dar ten ma związek ze straszną
rodzinną tajemnicą...
Czy niezwykła zdolność, którą posiada Kim, okaże się błogosławieństwem, czy może
przekleństwem? Czy dziewczyna wykorzysta szansę, jaką dał jej los"?




Tym razem miałam okazję sięgnąć po powieść „Wizja” autorstwa Pauliny Bronisz. Z tą autorką miałam do czynienia pierwszy raz, jednak muszę przyznać, że zostałam bardzo mile zaskoczona. Dawno nie czytałam książek fantasy jednak ta ma w sobie coś co mnie do niej przyciągnęło i absolutnie nie żałuję tego wyboru. Do sięgnięcia po tę książkę skłonił mnie opis, który wyjątkowo mnie do siebie przekonał. Ponadto okładka skradła moje serce, gdyż ma w sobie coś tajemniczego, co sprawia, że od razu chciałam poznać losy bohaterów tej powieści. 

Kim to z pozoru zwyczajna nastolatka. Jednak ma ona dar, którego można jej tylko pozazdrościć. Mianowicie ta dziewczyna miewa wizje przyszłości. Kim przeprowadza się do nowego miasta wraz z rodzicami. Zmiana miejsca zamieszkania oznacza dla niej również zmianę szkoły, co wiąże się z poznaniem nowych ludzi. Kim jest dziewczyną bardzo nieśmiałą i ciężko jej się odnaleźć w nowym środowisku. Jednak w nowej szkole już w pierwszy dzień poznaje Kate, z którą łapie więź. Ponadto poznaje również tajemniczego chłopaka, który kilkukrotnie ratuje ją z opresji... Czy dziewczynie uda odnaleźć się w nowym środowisku? Czy jej dar okaże się przekleństwem? A może będzie zupełnie inaczej? Odpowiedzi na te pytanie uzyskacie sięgając po powieść „Wizja” Pauliny Bronisz.

 „Miłość. Ja jeszcze nigdy się nie zakochałam. Nie wiedziałam, jak to jest, gdy czuje się motylki w brzuchu na widok drugiej osoby. Ale miłość to też cierpienie. Moje wizje były moim przekleństwem. Czy chciałam dzielić się nimi z kimś jeszcze?”

Wow! Co to była za przygoda! Powiem szczerze, że początkowo byłam trochę sceptycznie nastawiona co do tej książki. Nie byłam do końca przekonana, czy dwudziestodwuletnia autorka pobije poprzeczkę jaką stawiają starsze pisarki. Jednak uwierzcie mi, że jak najbardziej Paulina Bronisz sprostała zadaniu. Przejdźmy do plusów tej powieści. Pierwsze co nasuwa mi się na myśl to bohaterowie, którzy są bardzo wyjątkowi. Każdy jest indywidualistą, ma swój charakter, co bardzo odpowiada temu jaką rolę odgrywają w powieści. Weźmy pod lupę główną bohaterkę Kim. Dziewczyna posiada niezwykły dar, jednak czuje się bardzo samotna. Nie lubi towarzystwa rówieśników. Jest odosobniona. Kate natomiast to dziewczyna, która jest zabawna, rozrywkowa i potrafiąca sprawić, że w nawet tych najgorszych momentach na naszych twarzach zawita uśmiech. Mogło by się wydawać jak dziewczyna „odludek” może dogadać się z niezwykle towarzyską Kate. Otóż może. Ponadto obie mimo swoich przeciwieństw idealnie się do siebie dopasowują. 
Kolejną zaletą tej książki jest język, który według mnie mimo swojego młodzieżowego charakteru nie jest banalny. Wręcz przeciwnie jak dla mnie jest uroczy i idealnie wpasowany w cały charakter powieści. Czcionka jest przyjemna dla oka, a przeczytanie tej książki zajęło mi jeden wieczór. Hmmm... Jedynym minusem jaki znalazłam w powieści „Wizja” jest jej długość. Jak dla mnie ta książka jest zdecydowanie za krótka. Tak naprawdę nie zdążyłam się dobrze poznać z bohaterami, a już musiałam się z nimi żegnać. Czuję lekki niedosyt po zakończeniu i bardzo chciałabym poznać dalsze losy tych ludzi, ponieważ bardzo się z nimi zżyłam i było mi ciężko ich pożegnać, dlatego też jeszcze nie raz do tej książki powrócę. 

Jeżeli macie ochotę przeczytać miłą, łatwą, przyjemną i wciągającą powieść to z całego serca polecam Wam sięgnięcie po „Wizję” autorstwa Pauliny Bronisz. Mimo tego, że jest to książka krótka, dosłownie na jeden wieczór, to pozostaje w pamięci czytelnika na długo. Powieść ta może się wydawać typowo młodzieżowa, jednak ma w sobie przekaz, który trafi do każdego.


Za możliwość przeczytania książki dziękuję portalowi sztukater.pl

niedziela, 19 lipca 2020

[85] "Szlacheckie gniazdo. Ogień buntu" - Monika Rzepiela

Autor: Monika Rzepiela
Wydawnictwo: Szara godzina
Rok wydania: 2020
Liczba stron: 464
Ocena: 9/10


Opis z okładki: "Ciężarna Marysia Konopka porzucona przez dziedzica Pawłówki postanawia odebrać sobie życie. Los jednak przychodzi jej z pomocą, bo w chwili, gdy pętla ma zacisnąć się na jej szyi zostaje nieoczekiwanie uratowana. Leontyna natomiast wbrew swej woli poślubia warszawiaka Aleksandra Sokołowskiego, człowieka, który umiejętnie skrywa swe prawdziwe oblicze. Elwira, chcąc uniknąć złożenia zakonnych ślubów ucieka nocą z ukochanym. Życie trzech panien toczy się odtąd różnymi torami. Nie brakuje salonowych intryg, radości i smutku, ludzkich dramatów. Zbuntowane kobiece serca popełniają błędy…
Tymczasem przez kraj przetacza się historia: insurekcja kościuszkowska, upadek Rzeczypospolitej, wojny napoleońskie. Polacy zapatrzeni w Napoleona wierzą, że walcząc u boku cesarza Francuzów wskrzeszą upadłą ojczyznę.
Jak w tych burzliwych czasach odnajdą się bohaterowie powieści?"



Według kalendarza lato w pełni, jednak pogoda nas tego roku niestety nie rozpieszcza. No cóż przynajmniej jest czas na czytanie, a zawsze znajdzie się książka godna uwagi. Tym razem w moje ręce trafiła kolejna powieść autorstwa Moniki Rzepieli pt. „Szlacheckie gniazdo. Ogień buntu”. Do sięgnięcia po tę powieść skłoniło mnie to, że już wcześniej znałam twórczość tej autorki, a jej poprzednie książki mnie oczarowały. Czy i tym razem to spotkanie było owocne? Tego dowiecie się czytając poniższą recenzję.

Na początku chce Wam uświadomić to, że „Szlacheckie gniazdo. Ogień buntu” jest kontynuacją książki „Szlacheckie gniazdo”, ale mimo iż nie było mi dane przeczytaj pierwszej części to bardzo tego nie odczułam. Może momentami brakowało mi pewnych informacji, ale nie wpływało to bardzo znacząco na tę historię, bo wiele rzeczy można było sobie dopowiedzieć.

Marysia Konopka dowiaduje się, że jest w ciąży. Jednak dziewczyna wcale nie cieszy się z tego powodu, wręcz przeciwnie jest zrozpaczona. Marysia nie jest mężatką, a w jej wiosce nieślubne dziecko jest nazywane bękartem, a jego matka ladacznicą. Ponadto dziewczyna zaszła w ciążę z dziedzicem Pawłówki. Zrozpaczona podejmuje ostateczną decyzję. Mianowicie, chce popełnić samobójstwo. Jednak los jest dla niej łaskawszy i kiedy zaciska pętle na szyi ratuje ją Jacek Robak. Chłopak proponuje jej układ, który ma wybawić Marysię z kłopotów.
Jak się okazuje w Pawłówce też nie jest kolorowo. Leotyna zostaje wydana za mąż za warszawiaka Aleksandra Sokołowskiego, który początkowo skutecznie ukrywa swoje prawdziwe oblicze. Dziewczyna bowiem niedługo po ślubie przeżyje piekło, na które żadna kobieta nie zasługuje. Druga mieszkanka Pawłówki Elwira natomiast za decyzją rodziców ma złożyć śluby zakonne, jednak dziewczyna jest zdeterminowana, aby do tego nie dopuścić. Dlatego też postanawia pójść za głosem serca i ucieka z ukochanym, chociaż wie, że ta ucieczka może na zawsze pozbawić ją rodziny...
Tak więc życie panienek toczy się swoim rytmem. Każda podąża swoją drogą. Każda z nich podejmuje decyzje, które w mniejszym, lub większym stopniu mają wpływ na ich przyszłość. Jednak nie wszystkie są słuszne...

Uwielbiam styl pisania Moniki Rzepieli, który według mnie ma wyjątkowy talent. Jej powieści są magiczne i czarujące. Opisy, które zawiera w swoich powieściach pozwalają nam się przenieść w realia danej powieści. Ponadto są one piękne, zachwycające, a przede wszystkim nie nudzą czytelnika. Autorka ma swój wyjątkowy styl i z wielką radością sięgam po kolejne tytuły wychodzące spod jej pióra.

Książka „Szlacheckie gniazdo. Ogień buntu” zauroczyła mnie tak jak poprzednie książki tej autorki. Jest to książka, która zawiera w sobie dwa światy. Mianowicie mamy tutaj świat wymyślony przez autorkę, ale mamy też świat historyczny. W tej książce znajdziemy nawiązania do np. insurekcji kościuszkowskiej (najsławniejsze chłopskie powstanie), upadku Rzeczypospolitej, wojen napoleońskich. Właśnie za to kocham te powieści. Losy bohaterów ukazane na tle historycznym są niezwykle ciekawe, wciągające, ale i uczące. Dzięki barwnym opisom możemy w pełni poznać realia tamtego świata i jego mieszkańców. Poznajemy ich obyczaje, tradycje, zachowania. Ponadto cała powieść jest pisana językiem tamtych czasów. Jednak nie jest to w żadnym wypadku żadne utrudnienie. Wręcz przeciwnie dzięki temu możemy sobie jeszcze łatwiej przenieść się w tamte czasy.

Jeżeli szukacie ciekawej, wciągającej i cudownej lektury to z całego serca polecam Wam książkę „Szlacheckie gniazdo. Ogień buntu”. Oczywiście jeżeli macie taką możliwość tą sięgnijcie po pierwszą część tej historii. Jak już wspominałam ja na tej książce się nie zawiodłam. Wręcz przeciwnie, zostałam bardzo mile zaskoczona. Zapewne jeszcze nie raz sięgnę po książki autorstwa Moniki Rzepieli i teraz już wiem, że żadna chwila z jej książkami nie będzie stracona.



Za możliwość przeczytania książki dziękuję portalowi sztukater.pl

piątek, 3 kwietnia 2020

[84] "Chłopiec" Zbigniew Zyśk

Autor: Zbigniew Zyśk
Wydawnictwo: Oficynka
Rok wydania: 2020
Liczba stron: 234
Ocena: 7/10





Opis z okładki: "Bohatera porywa wir życia w wielkim mieście. W przeciwieństwie do ustatkowanego ojca gliniarza rujnuje swoje życie osobiste i zawodowe.

Przy życiu utrzymuje go głód doznań, prymitywnych i hedonistycznych, oraz pewien dług…"














Jak zapewne zauważyliście jestem fanką kryminałów, sensacji i thrillerów. Powieści z tych gatunków zajmują w mojej biblioteczce najwięcej miejsca. Kiedy ukazuje się jakaś nowość nie mogę przejść obok niej obojętnie. Tak było i tym razem. Po książkę "Chłopiec" autorstwa Zbigniewa Zyśk zdecydowałam się sięgnąć ze względu na zachęcający i ciekawy opis. Jednak to nie wszystko. Ta lektura skusiła mnie również okładką, która jest tajemnicza, mroczna i intrygująca. Jednak czy ta książka była naprawdę tak świetna jak się zapowiadała? Tego dowiecie się czytając poniższą recenzję.


Główny bohater powieści "Chłopiec" to Mateusz. Jest to mężczyzna, który miał trudne dzieciństwo, gdyż wychowywał się pod okiem ojca policjanta, który był wobec  niego tyranem. Mateusz kiedy dorasta chce pokazać ojcu, że nie będzie mu się dalej podporządkowywał, dlatego też zaczyna wieść nocne życie. Imprezy, kluby, narkotyki... To wszystko zaczyna powoli rujnować mu życie zarówno zawodowe jak i osobiste. Wyrwanie z tego półświatka wcale nie jest takie proste jak mu się wydawało. Ponadto pewien dług nie pozwala mu o sobie zapomnieć...


Powieść "Chłopiec" może nie należy do najlepszych jakie czytałam, jednak nie jest na straconej pozycji. Zaletą tej książki jest na pewno to jak skonstruowana została cała fabuła. Rozwój akcji jest dynamiczny i nie mamy czasu na nudę. Ze strony na stronę dowiadujemy się co rusz nowych rzeczy, które nie raz "wbiją nas w fotel". Ponadto bohaterowie powieści są nietuzinkowi i charakterystyczni. Są to postacie bardzo wyraziste i ciekawie wykreowane. Każda z nich ma swój indywidualny charakter przez co książka jest według mnie wyjątkowa. "Chłopiec" nie jest długą książką ma zaledwie dwieście trzydzieści cztery strony jednak to nie oznacza, że jest zła, bo jak dobrze wiemy w dobrej powieści nie liczy się ilość, a jakość. Mogę również powiedzieć, że czcionka użyta w tej książce jest świetna. Czytając nie męczymy oczu, a właśnie dzięki niej powieść czyta się bardzo szybko. Zaskakujące dla czytelnika jest również zakończenie.

Dobrze w takim razie przejdźmy do minusów. Otóż dawno nie czytałam powieści z tyloma wulgaryzmami. Doskonale zdaje sobie sprawę z tego, że język jest stylizowane na realia świata przedstawionego, jednak taki zabieg nie przypadł mi do gustu. Niestety według mnie tych wulgaryzmów było za dużo, a momentami wydawało mi się, że były one nie potrzebnie wrzucane. Ale wiem, że autor chciał w jak najlepszy sposób przedstawić czytelnikowi świat nocnego życia.


Jeżeli macie ochotę przeczytać ciekawy thriller to polecam Wam "Chłopiec" autorstwa Zbigniewa Zyśk. Książka ta według mnie jest dobra i napisana w poprawny sposób. Warsztat pisarski autora również jest na wysoki poziomie. Ponadto wiedza autora na temat życia w półświatku również sprawia, że książka ma swój osobliwy urok. Ta powieść skierowana jest do osób, które gustują w takich gatunkach. Polecam Wam ją cieplutko. Mam również nadzieję, że ten wybór, będzie dobrym wyborem, a Wy przy tej lekturze spędzicie miło czas.

niedziela, 8 marca 2020

[83] #PRZEDPREMIEROWO "Eine kleine trup" - Olga Warykowska

Autor: Olga Warykowska
Wydawnictwo: Novea Res
Rok wydania: 2020
Liczba stron: 254
Ocena: 7/10


Opis z okładki: Amadeusz Wagner, drugi flecista Filharmonii Wrocławskiej, zmierza na przymusowy urlop do Gawrych Rudy, do rodzicielki. Na Podlasiu – poza kartaczami, sernikiem, pierogami, racuchami, rosołem, kanapkami i pozostałymi smakołykami mamusi – czekają na niego tajemnice skrywane przez mieszkańców tego urokliwego regionu. Jest złodziej, jest trup znienawidzonej przez wszystkich nauczycielki – Francy, są duchowni i są kumple ze szkoły. Wagner z „Eine kleine Nachtmusik” i burczącym brzuchem w tle, karcony na każdym kroku przez mamusię, próbuje rozwikłać pewną dość skomplikowaną zagadkę, ale właściwie nikt nie chce mu w tym pomóc. Każdy wydaje się w pewien sposób uwikłany w tę sprawę.

Co takiego wiedziała Franca, że zginęła?




„Eine kleine trup” to druga powieść Olgi Warykowskiej, gdzie głównym bohaterem jest Amadeusz Wagner – flecista robiący karierę w filharmoni we Wrocławiu. Mimo, iż nie czytałam pierwszej części pt. „Cztery pory śmierci” to świetnie odnalazłam się w losach bohatera, a braki nieznajomości poprzedniej lektury bardzo nie wpływały na zrozumienie tejże fabuły. Po tę książkę sięgnęłam, ponieważ zachęcił mnie do tego opis, który bardzo mnie zaintrygował.

Amadeusz Wagner to główny bohater powieści „Eine kleine trup”. Stał się on sławny, gdyż udało mu się złapać zabójcę z filharmoni. Jednak wiedział on za dużo i został wysłany na bezpłatny urlop. Postanawia on odwiedzić rodzinne strony, czyli miejscowość, w której się wychował Gawrych Rudy. Niespodziwanie w Boże Ciało zostają znalezione zwłoki jednej z najbardziej znienawidzonych osób jaką jest Franca – despotyczna nauczycielka, nie mająca szacunku do nikogo. Ponadto w Gawrych Rudy pojawia się złodziej, który okrada mieszkańców. Jednak co jest dziwne połowę ze skradzionych rzeczy zostawia okradzionym osobom. Amadeusz stara się rozwiązać nietypową zagadkę kradzieży oraz zabójstwa Francy. Jednak nie jest to takie proste, ponieważ każdy z mieszkańców ma jakieś tajemnice i nie chce współpracować przy wyjaśnieniu tej sprawy. Mało tego nikt nie chce żeby ta sprawa została rozwiązana. Czy Amadeuszowi uda się odnaleźć złodzieja i zabójcę? Tego dowiecie się sięgając po powieść „Eine kleine trup” autorstwa Olgi Warykowskiej.

Na początku chciałabym przedstawić negatywne aspekty tej książki. Otóż najbardziej irytującą rzeczą w tej powieści było używanie zdrobnień. I nie chodzi mi tutaj o błahe zdrobnienia jak np.: zwracanie się małego dziecka do rodziców „mamusiu, tatusiu”. Chodzi głównie o to, że Amadeusz – dorosły mężczyzna, pracujący i zarabiający na siebie cały czas zwraca się do mamy „mamusiu”, a siedzi na „ławeczce” przed szkołą. No dla mnie było to strasznie irytujące, głównie dlatego, że tych zdrobnień było dużo i według mnie były nadużywane, a nie jest to książka dla dzieci. Drugim negatywnym aspektem tej powieści jest sama postać głównego bohatera – Amadeusza Wagnera. Cóż ten bohater nie przypadł mi do gustu. Niestety jest to postać, którą ciężko polubić. Może i mieszkając we Wrocławiu jest samodzielny, to bardzo ciężko to zauważyć, kiedy mieszka u mamusi. Mamusia go we wszystkim wyręcza i (mimo, że jest dorosły) zmusza go do robienia rzeczy, na które chłopak nie ma wcale ochoty, a on jako dobry syn nie przeciwstawia się jej, a wręcz się jej bez żadnego słowa podporządkowuje. Jednak znajduję też plusy w jego postaci. Jest on bardzo inteligenty i mądry, czego nauczyło go życie. Mimo iż był nękany i dręczony nie poddał się i udało mu się wyjść na prostą i robić karierę.

Teraz przejdźmy do pozytywów tej powieści. Pierwszym jej atutem jest język, który jest prosty i zrozumiały. Książkę czyta się przyjemnie i szybko, na co wpływ ma też jej długość i czcionka, która nie jest męcząca dla oka. Ponadto bardzo podobała mi się kreacja bohaterów, którzy mieli zupełnie różne charaktery, a każdy z nich był zdecydowanie indywidualistą. Ciekawe jest też to jak ukazane jest życie mieszkańców i ich relacje. Każdy staje za sobą murem i mimo iż wiedzą co się dzieje z każdym, nawet jeżeli znają o sobie własne tajemnice i sekrety nikt tego nie wyjawi. Cóż można to uznać za sąsiedzką zmowę, jednak mi osobiście takie przedstawienie życia lokalnej społeczności się podobało.

„Eine kleine trup” to książka, która nie każdemu może przypaść do gustu.  Należy ona do gatunku kryminału. Mimo, iż po przeczytaniu kilku stron nie do końca byłam przekonana, czy warto ją przeczytać, to po skończeniu nie żałowałam, a rozwiązanie zagadki było niezwykle zaskakujące. Jeżeli macie ochotę na przeczytanie lekkiego, nie wymagającego kryminału to jak najbardziej wam tę książkę polecam. Może nie jest to powieść wysokich lotów, jednak ma w sobie coś co nie pozwala nam się od niej oderwać, a wpadając na kolejne tropy wraz z głównym bohaterem z niecierpliwością oczekujemy rozwoju wydarzeń.