Pokazywanie postów oznaczonych etykietą 2017. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą 2017. Pokaż wszystkie posty

piątek, 14 września 2018

[61] "Projekt związek" - Kinga Korska


Autor: Kinga Korska
Wydawnictwo: Gdańskie Wydawnictwo Psychologiczne
Rok wydania: 2017
Liczba stron: 200
Ocena: 9/10



Opis z okładki: "Autorka bierze pod lupę najczęstsze problemy w związku i niczym inżynier rozkłada miłość na czynniki pierwsze. Swoją opowieść konstruuje w formie długiego dialogu matki z córką. Mama dzieli się z nieco zagubioną córką własnymi doświadczeniami i przemyśleniami. Prosto i przystępnie tłumaczy mechanizmy rządzące relacjami międzyludzkimi. Wyjaśnia zawiłości tych relacji i rozprawia się ze stereotypami na ich temat. Wartko opowiedziana historia angażuje, wciąga i nie pozwala się oderwać do ostatniej strony!"









Ostatnimi czasy czytanie poradników sprawia mi większą przyjemność niż romanse, czy kryminały. Poradniki pozwalają mi na oderwanie się od rzeczywistości. Są one również bardzo pomocne przy rozwiązywaniu problemów. "Projekt związek" to poradnik zdecydowanie należący do tych innowacyjnych i nowoczesnych. Napisany w formie komiksu, tak dobrze czytacie to komiks, ale wnosi on naprawdę dużo, a wiele opisywanych sytuacji możemy zauważyć we własnym zachowaniu. Autorka książki Kinga Korska w zabawny sposób pomaga nam patrzeć na związek. Ukazuje ona problemy dotykające pary, jak również proponuje rozwiązania, które pozytywnie powinny wpłynąć na relację między dwojgiem ludzi.



Książka ta już od pierwszych stron zrobiła na mnie pozytywne wrażenie, a na pewno pozytywnie na odbiór treści wpłynął innowacyjny sposób przekazania myśli. Wielkie brawa dla autorki, ponieważ stworzenie tak dobrego poradnika i to w formie komiksu na pewno było nie lada wyzwaniem. Chociażby z tego względu, że w dzisiejszych czasach coraz mniej osób sięga po komiksy. Ale Kindze Konarskiej nie dość, że udało się stworzyć bardzo pomysłowy i unowocześniony poradnik to zapewne zdobyła grono wiernych czytelników dla których przekazanie treści w ten właśnie sposób jest wielkim plusem.



Kinga Korska w swojej książce pt.: „Projekt związek" skupia się na relacjach między dwojgiem kochających się ludzi. Jak zapewne wiecie tak naprawdę mało, który związek pozostaje tak bardzo emocjonalny jak na początku. Na początku wszystko jest pięknie, kolorowo. Jednak po jakimś czasie zaczynamy zauważać coraz więcej wad drugiego osoby, na które początkowo nie zwracaliśmy prawie wcale uwagi, albo udawaliśmy, że ich nie dostrzegamy... Autorka tej książki stara się przedstawić nam jakie błędy popełniamy w związkach, a przede wszystkim ukazuje nam jakie sytuacje mogą doprowadzić nawet do rozpadu relacji. Podam Wam przykład z tej książki, który idealnie pokazuje to co autorka chce czytelnikowi przekazać. Otóż posłużyła się ona przykładem takim jak wyjście naszego mężczyzny na piwo z kolegami. Pewnie nie jedna z Was była w takiej sytuacji, kiedy Wasz on wychodzi z domu, a Wy zostajecie same ze sobą, a jego powrót do domu kończy się awanturą. Baa! Czasem nawet przed wyjściem faceta doprowadzamy do awantury, co psuje nam obojgu humor. A może by tak spróbować, jak radzi autorka pozwolić mu wyjść, życząc udanej zabawy? Hmmm.. Na początku też myślałam, że to nie fair. Ale po spróbowaniu okazuje się, że on nie czuje się przez mnie osaczony i nie wypije więcej niż mi obieca. Także kobiety postarajmy się dać naszym drugim połówkom trochę wolności! To właśnie tej książce i wyżej wymienionemu przykładowi zrozumiałam, że takie błahostki mogą sprawić, że Wasze relacje się jeszcze mocniej zacieśnią.



Z całego serca mogę polecić Wam tę książkę. Styl i język powieści są na tyle zrozumiałe, że nie ważne czy masz dwadzieścia, czy czterdzieści lat. Warto zasięgnąć porad zawartych w tym poradniku. Ponadto czyta się go bardzo szybko ze względu na formę przekazu. I oczywiście chciałabym również wspomnieć, że ten komiks wykonano bardzo precyzyjnie i pięknie, a gratulacje należą się twórcom i wykonawcom rysunków zamieszczonych w książce, które w stu procentach obrazowo przekazują czytelnikowi treść! Muszę przyznać, że Kinga Korska zdobyła moje serce tą książką i będę czekać na kolejne pozycje tej autorki z niecierpliwością!




Jeżeli chcecie przeczytać coś naprawdę ciekawego i przede wszystkim innego. Jeżeli chcecie oderwać się od zwyczajności. Jeżeli chcecie zostać mile zaskoczeni. To nie ma na co czekać! Dodajcie „Projekt związek" do spisu obowiązkowych lektur. Przeczytanie go nie zajmie Wam dużo czasu, a może jedynie pomóc.


Za możliwość przeczytania książki dziękuję portalowi sztukater.pl

sobota, 14 lipca 2018

[59] Zaakceptuj siebie. O sile samowspółczucia - Maliwina Huńczak

Autor: Malwina Huńczak
Wydawnictwo: Samo sedno
Rok wydania: 2017
Liczba stron: 232
Ocena: 9/10


Opis z okładki: "Zaakceptuj siebie. O sile samowspółczucia to niezwykły poradnik dla osób, które chcą przestać siebie krytykować na drodze do osiągania celów, dać sobie prawo do błędów i brać za nie odpowiedzialność, a przede wszystkim z odwagą podążać własną ścieżką.
Psycholog Malwina Huńczak prezentuje samowspółczucie (ang. self-compassion) jako rodzaj treningu umysłowego, który pomaga wypracować postawę pełną empatii i zrozumienia wobec samego siebie. Autorka pokazuje, że umiejętność samowspółczucia nie oznacza przyzwolenia na lenistwo czy folgowanie sobie, ale raczej akceptację siebie bez osądzania i krytyki. Okazywanie sobie ciepłych uczuć wiąże się z aktywnością, mądrością i przemyślanym wyborem. Badania naukowe dowodzą, że takie podejście pozwala jeszcze lepiej radzić sobie z trudnymi emocjami, obniża poziom niepokoju i zwiększa zaufanie do własnych decyzji. Co najważniejsze - samowspółczucia można się nauczyć! 





Tym razem przychodzę do was z recenzją książki, a dokładniej poradnika autorstwa Malwiny Huńczak "Zaakceptuj siebie. O sile samowspółczucia". Od razu chcę was poinformować, że książka o samowspółczuciu (z ang. Self-compassion) jest perwszą taką w Polsce, dlatego też jest mi bardzo miło, że miałam okazję ją przeczytać. I szczerze mogę stwierdzić, że zostałam bardzo mile zaskoczona, ponieważ ta lektura jest na swój sposób orginalna i wyjątkowa, co czyni ją jeszcze lepszą!



Na początku może troszkę wyjaśnię co to jest self-compassion, czyli współczucie wobec samego siebie. Kristin Neff (prekursorka badań nad współczuciem wobec siebie) zdefinowała je jako: wyrozumiałość, życzliwość wobec samego siebie. Samowspółczucie to według mnie po prostu pokachanie siebie mimo swoich wad, podejście do życia z uśmiechem, a w trudnych chwilach umiejętność poradzenia sobie z nimi, a nie zamknięcia w sobie, albo użalania nad sobą. Malwina Huńczak w bardzo ciekawy sposób podeszła do tego tematu, za co wielkie uznanie dla niej, ponieważ mimo, iż jest to poradnik, to nie jest on nudny, zawierający wiedzę podręcznikową i naukowe słownictwo, ale to poradnik, który każdy z nas zrozumie i co więcej po jego przeczytaniu wyniesie naprawdę dużo. Autorka zmierzyła się z bardzo trudnym tematem, który nie jest jeszcze na tyle znany, jednak wyrazu uznania dla niej za podejście do zagadnienia i umiejętne wytłumaczenie czytelnikowi na czym to polega. Sama należę do grona osób, którym ciężko poradzić sobie z każdym niepowodzeniem, każdą porażką. Jednak dzięki książce "Zaakceptuj siebie. O sile samowspółczucia" zaczęłam patrzeć na świat w bardziej kolorowych barwach i co więcej przestałam traktować każdą porażkę jak koniec świata, wręcz przeciwnie nabrałam przekonania, że każdy jest człowiekiem, każdy ma problemy i każdy ma prawo popełniać błędy, a te błędy są dla nas nauczką na przyszłość.

Każdy rozdział książki "Zaakceptuj siebie. O sile samowspółczucia" został przedstawiony w bardzo innowacyjny sposób, zachęcający czytelnika do zapoznawania się z słowami zawartymi w poradniku. Na każdy dział składa się kilka podrozdziałów dotyczących danego zagadnienia. Ponadto w każdym rozdziale znajdują się ćwiczenia pomagające w budowaniu, bądź też rozwijaniu współczucia wobec siebie. Na końcu każdej części znajduje się krótkie podsumowanie dotyczące omawianych kwesti, które zawiera najważniejsze informacje omawiane w każdym dziale. Znajdziemy również przykłady osób, które zastosowały metodę współczucia wobec siebie, co sprawiło, że ich życie stało się lepsze. Dodatkowo ostatni rozdział zawiera same ćwiczenia, które pomogą nam rozwinąć nasze samowspółczucie, co jest bardzo trafnym pomysłem, gdyż wszystkie ćwiczenia zawarte są w jednym miejscu i w każdej chwili możemy do nich wrócić i z łatwością przyjdzie nam ich znalezienie.

Bardzo spodabał mi się również język jakim autorka napisała poradnik. Konstrukcja zdań już we wstępie zachęca czytelnika do zgłębienia lektury. Malwina Huńczak stara się nie używać zbyt wyszukanego, naukowego języka, które jak wiele z nas może stwierdzić, bardzo zniechęca czytelnika do kontunuowania czytania, ponieważ co to za przyjemność czytać książkę, kiedy co jakiś czas trzeba zaglądać do słowników i szukać znaczenia słów, których nie znamy, lub do końca nie rozumiemy. A co najważniejsze jest w poradnikach? Nie tyle sam przekaz, co sposób w jaki wiedza jest przekazywana odbiorcy.

Reasumując z zadowoloniem mogę stwierdzić, że ten poradnik to był strzał w dziesiątkę, a wiedza w nim przekazana pozytywnie wpłynęła na mój pogląd na własne życie i zdecydowania pomoże mi w radzeniu sobie w trudnych, czy też stresujących sytuacjach.
Z całego serca mogę Wam polecić tę książkę, gdyż naprawdę jest warta uwagi i dzięki niej można wpłynąć na własne życie, a przynajmniej zmniejszyć negatywne emocje dotykające nas w wielu sytuacjach.


Za możliwość przeczytania książki dziękuję portalowi sztukater.pl

sobota, 9 czerwca 2018

[58] "Wasz wymarzony dzień" - Anna Dąbrowska, Kamila Romanow

Autor: Anna DąbrowskaKamila Romanow
Wydawnictwo: Znak 
Rok wydania: 2017
Liczba stron: 208
Ocena: 9/10



Opis z okładki: "Odliczacie dni do tego wymarzonego wydarzenia? Nie możecie się doczekać, a jednocześnie boicie się, że coś pójdzie nie tak? Jak nie dać się zaskoczyć, uniknąć wpadki i przy tym nie zbankrutować?! Oto nowoczesny poradnik ślubnego savoir-vivre’u i jednocześnie praktyczny organizer, dzięki któremu będziecie mogli w pełni cieszyć się waszym wymarzonym dniem bez obaw, że nie pomyśleliście o wszystkim.
Jak stworzyć listę gości i czy rodzice muszą mieć tu ostatnie słowo? Jak rozmawiać i rozliczać się ze sztabem ślubnym? Jak zasugerować prezent w postaci pieniędzy, nie pisząc infantylnego wierszyka?
Na te i wiele innych pytań odpowiadają Kamila Romanow, jedna z najbardziej znanych wedding plannerek w Polsce, i Anna Dąbrowska, dziennikarka, ekspertka w dziedzinie savoir-vivre’u.
W książce znajdziecie pomysły na wzory zaproszeń z klasą, listy idealnych utworów muzycznych, kompletne listy „to do”, a także harmonogram koniecznych prac i najważniejsze pytania, które musicie zadać fotografowi, firmie cateringowej czy orkiestrze.
Okres przygotowań do ślubu to czas zbierania kapitału na dalsze szczęśliwe życie. Niech wzmocni on więź między wami i z tymi, którzy są dla was ważni. Umówcie się na organizacyjną randkę i powiedzcie sobie, o czym marzycie. Niech to będzie wasz dzień – wymarzony i jedyny!





Wielu z Was tak ja i mnie w tym momencie przyjdzie kiedyś zmierzyć się z niesamowicie trudnym wyzwaniem. Otóż właśnie stanęłam na drodze do przygotowania własnego ślubu i choć początkowo wydawało mi się, że co w tym takiego wielkiego to już po pierwszych próbach zorganizowania czegokolwiek zmieniłam zdanie, że jest to jednak zadanie wymagające czasu, poświęcenia, dobrej organizacji, a przede wszystkim umiejętności podejmowania właściwych decyzji. Dlatego z wielką ulgą sięgnęłam po poradnik "Wasz wymarzony dzień" autorstwa Anny Dąbrowskiej i Kamili Romanow, który bardzo pomógł mi w pierwszych przygotowaniach, ale który będzie mi na pewno towarzyszył, aż do tego wielkiego, wzniosłego i zapewne najważniejszego wydarzenia mojego życia!


"Wasz wymarzony dzień" to poradnik, który jak już wspomniałam będzie towarzyszył mi aż do ostatniej chwili, bowiem zawiera on wiele cennych i pomocnych porad, które pomogą młodej parze zorganizować wesele marzeń. I choć wielu wydaje się, że z organizacją wesela sobie poradzą to jednak może się okazać, że nie do końca dali sobie radę. Dlatego też zachęcam Was do sięgnięcia po tę książkę, która bardzo ułatwi Wam to zadanie.

"Wasz wymarzony dzień" to pierwszy poradnik wydany w Polsce, który traktuje o savoure vivre ślubnym. Możemy wynieść z niego wiele rad, które pomogą Nam w organizacji, wymarzonego wesela z klasą. Najważniejszym dla mnie punktem znajdującym się w tej książce jest rozdział dotyczący budżetu, ponieważ jak wiadomo jeżeli ustalimy własny budżet dużo łatwiej będzie nam dostosować wymagania do kwoty jaką możemy na tę uroczystość przeznaczyć. W tym rozdziale zawarta została tabela wdatków, które dzielą się na obowiązkowe i opcjonalne co bardzo ułatwia ograniczenie wydatków do minimum. Ponadto rozdziałem bardzo ważnym jest ten dotyczący listy gości. Autorki w skrupulatny sposób opisują jak stworzyć idealną listę gości i z której będziemy w stu procentach zadowoleni. Ale żeby nie skupiać się na jednym to książka skupia się na wszystkim co najważniejsze i co dla pary młodej jest ważne są w niej zapisane wszystkie potrzebne rzeczy: np. jakie dokumenty są potrzebne na ślub konkordatowy, czy też cywilny, jak wybrać zaproszenia, które zachwycą zarówno nas jak i gości, jakie mamy style wesel i jak dobrać kolorystykę do danego stylu, jakich błędów unikać podczas wyboru np. Strojów młdych, znajdziemy tu listy pytań do osób, które będą towarzyszyć nam w tym najważniejszym dniu jak: menadżera sali, fotografa, zespołu, proboszcza parafi, czy też urzędnika.


Tak jak widzicie "Wasz wymarzony dzień" to niezbędnik każdej Panny Młodej, która chce mieć wymarzony, wyśniony ślub i wesele, ale nie zbankrutować. Uwierzcie mi, że zakup tej książki to trafiona inwestycja, ponieważ to bardzo pomocna lektura, która naprawdę bardzo ułatwi Wam przygotowania i przede wszystkim pozbawi Was nieprzespanych nocy, ponieważ wszystkie zawarte informacje pozwolą Wam zapiąć wszystko na ostatni guzik i możecie być pewne, że o niczym nie zapomnicie, a organizacja tego wyjątkowego dnia będzie dla Was czystą przyjemnością. Dlatego jeżeli stajecie nie ważne czy przed ułożeniem listy gości, wyborem sali, czy też sukni sięgajcie po poradnik "Wasz wymarzony dzień" dzięki któremu zdążycie ze wszystkim na czas i będziecie mieli więcej czasu na cieszenie się sobą.


Za możliwość przeczytania książki dziękuję portalowi sztukater.pl

niedziela, 18 marca 2018

[57] "Lekcja martwej mowy" - Paweł Jaszczuk

Autor: Paweł Jaszczuk
Wydawnictwo: Szara Godzina
Rok wydania: 2017
Liczba stron: 304
Ocena: 9/10


Opis z okładki: Jakub Stern powraca!
Wojna z bolszewikami w 1920 roku, okupacja sowiecka Lwowa w 1939 roku, wydarzenia marcowe oraz interwencja wojsk Układu Warszawskiego w Czechosłowacji w 1968 roku, stanowią tło historyczne Lekcji martwej mowy, w którą wplątana została dziennikarska para: Jakub Stern i Wilga de Brie z przedwojennego „Kuriera”. 
Jakub Stern wraca do Lwowa z misją. Po co? Kto mu pomaga, a kto przeszkadza? Czego boi się Gomułka? Czym jeszcze nas zaskoczy nietuzinkowy dziennikarz?
Nowa powieść Pawła Jaszczuka to intrygująca mieszanka sensacji, emocji i tajemnic trzymająca w napięciu do ostatniej strony.








Wiecie jak to jest jak się chodzi do szkoły i nie ma się chęci, ani ochoty na naukę? Zapewne każdy z Was to przeżywa, bądź przeżywał. Ale... Po skończeniu szkoły zaczyna Was interesować tematyka, która do nauki była nudna? Osobiście właśnie przeżywam taki okres. Ostatnimi czasy bardzo często sięgam po powieści historyczne dotyczące różnych okresów i wiecie co? Uwielbiam czytać o tym co było, minęło i już nie wróci. Dlatego też jak nadarzyła mi się okazja sięgnięcia i przeczytania powieści "Lekcja martwej mowy" autorstwa Pawła Jaszczuka byłam przeszczęśliwa, gdyż na moją półkę trafiła kolejna świetna książka opowiadająca o czasach w których żyli nasi przodkowie...

Wydarzenia, które możemy śledzić w powieści "Lekcja martwej mowy" przypadają głównie na rok 1968. Wtedy to poznajemy głównych bohaterów Jakuba Sterna, wykładowce uniwesyteckiego i Wilgę De Brie, redaktorkę jednej z najbardziej znanych francuzkich gazet. Nasi bohaterowie zostają wplątani w intrygę, w której trwa walka na śmierć i życie. Przeszłość naszych bohaterów ma wielki wpływ na to, czy przeżyją.. Czy naszym bohaterom uda się przetrwać we Lwowie?

Paweł Jaszczuk w doskonały sposób ukazuje w swojej powieści to, jak łatwo było można manipulować ludźmi w tamtych czasach. Ludźmi, którzy nie tyle co dla pieniędzy, ale dla kawałka chleba, czy też polepszenia sytuacji swojej rodziny byli w stanie zrobić wszystko. Dosłownie wszystko. Po za tym Paweł Jaszczuk ukazuje nam, że nie tylko manipulacja była na porządku dziennym w tamtym okresie. Mianowicie torturowanie ludzi w celu wydobycia z nich informacji stanowiło nieodłączną część życia większości obywateli.

Żałuję jednak, że nie mogłam najpierw przeczytać poprzednich części o Jakubie Sternie, ale na pewno nadrobię te zaległości w najbliższym czasie, ponieważ ta książka zrobiła na mnie ogromne wrażenie i naprawdę mam chrapkę na kolejne powieści Pawła Jaszczuka i już nie mogę się doczekać kiedy wpadną one w moje ręce. Autor ten sprawił, że nie tylko pokochałam bohaterów, ale również Lwów, w którym ma miejsce większość wydarzeń. Świetne opisy sprawiły, że powieść czytało się z czystą przyjemnością.


"Lekcja martwej mowy" to powieść, z której możemy dowiedzieć się wiele o życiu w powojennym Lwowie, Warszawie. Paweł Jaszczuk w doskonały sposób obrazuje czytelnikowi życie tamtych czasów. Opisy przyrody, mieszkańców i świata, w którym rozgrywają się wydarzenia książki sprawiają, że nasza wyobraźnia zaczyna pracować na najwyższych obrotach. Dlatego też wielki ukłon w stronę autora, który tak doskonale opisał świat przedstawiony w powieści. Dzięki tym opisom mamy wrażenie, że znajdujemy się w centrum wydarzeń, co według mnie jest naprawdę wielką sztuką.

Z całego serca mogę Wam polecić powieść "Lekcja martwej mowy", która już po pierwszych stronach wzbudza w nas niemałe emocji i sprawia, że chcemy więcej, a autor w pełni spełnia nasze oczekiwania dynamicznie rozwijającą się akcją i świetnie wykreowanymi bohaterami. Nie czekajcie ani chwili tylko sięgajcie po tę książkę, a obiecuję Wam, że nie pożałujecie ani jednej chwili jaką spędzicie z tą lekturą. Z każdą kolejną stroną będziecie mieli ochotę na więcej i więcej, a zakończenie powieści, a szczególnie epilog was zaskoczy! Naprawdę warto przeczytać "Lekcję martwej mowy" powieści, która pokazuje czytelnikowi jak ogromny wpływ nasza przeszłość może mieć na naszą przyszłość...

sobota, 24 lutego 2018

[56] "Sto dni szczęścia" - Eva Woods

Autor: Eva Woods
Wydawnictwo: Amber
Rok wydania: 2018
Liczba stron: 400
Ocena: 9/10



Opis z okładki: Annie Hebden nie umie już mieć nadziei. Straciła wszystkich, których kochała. Odsunęła się od ludzi, zamknęła w bólu i rozpaczy. I wtedy poznaje barwną, promienną Polly, która stawia jej wyzwanie: w ciągu stu dni ma nauczyć się być szczęśliwa.„To proste – mówi Polly. – Musisz po prostu każdego dnia zrobić coś, co sprawi ci przyjemność”.
I jak huragan porywa ją w świat tańca w fontannie, jazdy kolejką górską, małych i dużych zwycięstw nad smutkiem. Jest zdecydowana udowodnić Annie, że i w jej życiu jest jeszcze miejsce na szczęście, przyjaźń, a nawet miłość. Bo Polly zbyt dobrze wie, że czas, jaki nam dano, jest zbyt krótki, by zmarnować choć jeden dzień…







"Sto dni szczęścia" to książka dla której warto poświęcić kilka chwil. Książka, którą warto nie tylko przeczytać, ale i przeanalizować. Powieść ta nas wzrusza, jednocześnie wywołuje uśmiech. Sięgając po nią nie pożałujecie!


Annie to pracownica jednej z brytyjskich korporacji. W życiu się jej do końca nie układa. Jej mama zachorowała i dziewczyna nie potrafi sobie z tym do końca poradzić. Jednak poznaje Polly, która sprawia, że jej życie nabiera barw, a ona sama odżywa na nowo. Choć początkowo Annie czuję się przez Polly osaczona to po kilku dniach między kobietami wykluwa się nić porozumienia, a uczestnictwo w projekcie "Sto dni szczęścia" sprawia, że życie staje się piękniejsze.

"Sto dni szczęścia" to powieść, która pokazuje nam, że prawdziwa przyjażń jest w stanie sprawić, że przetrwamy nawet najtrudniejsze okresy w naszym życiu. W tej książce poznajemy dwie kobiety. Annie, która jest zmęczona swoim życiem, zamartwia się problemami zdrowotnymi mamy, nie może dać sobie rady z kłodami, które życie rzuca jej pod nogi.Jest nieuprzejma dla innych, nie stara się nawet udawać miłej, dopóki nie poznaje Polly. Kobiety, która choruje na raka, jednak ta choroba nie przeszkadza jej w realizowaniu swoich marzeń. Polly mimo tak ciężkiej i nieuleczalnej choroby stara się żyć pełnią życia, chociaż wie, że zostało jej go niewiele. Polly walczy, aby ten ostatni okres był kwitnący, żeby spędziła ostatnie dni najlepiej jak potrafi i wykorzystała je w stu procentach. Mimo tak trudnego okresu w życiu w jakim znalazła się Polly i praktycznie zerowych szans na przeżycie to w kobiecie tli się płomyczek nadziei, który pozwala jej wierzyć w lepsze jutro.
Tak więc w powieści mamy dwie kobiety zdrową Annie, która nie potrafi cieszyć się życiem, oraz ciężko chorą Polly, która żyje pełnią życia i spełnia swoje marzenia.


Mimo iż książka "Sto dni szczęścia" to powieść obyczajowa to naprawdę można wyciągnąć z niej wiele wniosków i rad, które pomogą nam cieszyć się życiem. Dzięki tej książce można na chwilę zwolnić i zastanowić się nad naszym życiem. Może sami powinniśmy zacząć wzorować się na bohaterkach książki i stworzyć sobie listę "Stu dni szczęścia", zacznijmy cieszyć się tym co mamy. Postarajmy się każdego dnia wykonać choć jeden dobry uczynek, który poprawi humor nam, oraz otaczającym nas ludziom. Mogą to być nawet najmniejsze rzeczy i gesty, które sprawią drugiemu człowiekowi radość.

Język powieści jest bardzo prosty i zrozumiały, ale nie jest banalny. Przez co książka w naszych oczach staje się jeszcze lepsza. Fabuła jest świetnie zarysowana, rozwój wydarzeń może nie tyle co dynamiczny, ale i nie stojący w miejscu. Z każdym rozdziałem dowiadujemy się czegoś nowego, co sprawia, że chcemy jeszcze więcej. Kreacja bohaterów świetna! Naprawdę do tej pory żadna książka, aż tak mnie nie zachwyciła.

Dzięki Ewie Woods i jej powieści "Sto dni szczęścia" można rzec, że "zatrzymałam" na chwilę czas. Po kilku rozdziałach naprawdę zaczęłam się zastanawiać,dlaczego tak gnam. Autorka uświadomiła mi w sposób dobitny (na przykładzie Polly), że nasze życie jest bardzo ulotne. Oczywiście nie mam jej tego za złe. Bo jak każdy z nas wie, na wszystkich nas czeka koniec, jednak staramy się o tym nie myśleć, staramy się zapomnieć. A może czasem naprawdę warto na chwilę przystopować i zastanowić się nad sobą i nad kruchością ludzkiego życia?



Jeżeli spotkaliście się z tytułem "Sto dni szczęścia" autorstwa Ewy Woods to szczerze Wam mówię, że nie ma co czekać i się zastanawiać. To jedna z lepszych książek, które miałam okazję przeczytać. Powieść, która nie tylko bawi, ale i uczy. Uczy Nas cieszyć się życiem, co w dzisiejszych (zabieganych) czasach jest prawie niemożliwe. Nie czekajcie, ale czytajcie, bo ta książka naprawdę robi wrażenia i zostaje w pamięci na długo. Obiecuję Wam, że nie pożałujecie ani jednej chwili jakiej z tą lekturą spędziliście.


Za możliwość przeczytania książki dziękuję portalowi sztukater.pl

poniedziałek, 19 lutego 2018

[55] "Ósme niebo" - Łucja Wilewska

Autor: Łucja Wilewska
Wydawnictwo: Wydawnictwa Videograf S.A.
Rok wydania: 2017
Liczba stron: 416
Ocena: 7/10
Opis z okładki: Historia dwudziestokilkuletniej pracowniczki krakowskich centrów outsourcingowych, Łucji, której szara, korporacyjna rzeczywistość zmienia się nie do poznania po tym, gdy we śnie tajemniczy wampir o wzroście koszykarza i wyglądzie blond anioła ratuje jej życie. Wampir ma na imię Mikael, a Łucja zakochuje się w nim i usilnie szuka sposobu na to, by ponownie się z nim zobaczyć. Tymczasem dostaje propozycję pracy w nowej firmie, Corporate Wings BPO. Z pozoru typowa korporacja okazuje się wyjątkowym miejscem: szef rekrutacji, Adam, przyjmuje do pracy przede wszystkim lightworkerów: osoby obdarzone duszami upadłych aniołów i istot pozaziemskich.To opowieść o dorastaniu, poznawaniu prawdziwego siebie, nauce szanowania własnych granic. To historia o wyborze pomiędzy dwoma mężczyznami, pomiędzy namiętnością a miłością. To droga poprzez samego siebie, która prowadzi do odkrycia wyjątkowego skarbu, jakim jest każdy z nas. To pierwszy tom opowieści o miłości i aniołach, a zarazem pierwszej polskiej sagi o lightworkerach.



Łucja Wilewska napisała świetną powieść fantasty. Od dawna brakowało mi właśnie takiej książki. Książki lekkiej, przyjemnej, wciągającej, działającej na wyobraźnię, a "Ósme niebo" to był zdecydowanie strzał w dziesiątkę. Naprawdę jestem zachwycona tą lekturą. To opowieść o zwykłej dziewczynie, która okaże się bardzo niezwykła.
Książkę czyta się bardzo szybko, więc na smutny, długi, szary, deszczowy jesienny dzień jest idealna. Bardzo  wciągająca historia o dziewczynie pracującej w firmie outscouringowej. Powieść z wampirami, aniołami i innymi wymiarami oraz światami w tle.
Łucja Maj to dwudziestokilkuletnia pracownica krakowskich firm outscouringowych. Jednak, gdy jeden z jej pracodawców oznajmia, że jego firma upada, Łucja stara się nie załamywać i usilnie szuka nowej pracy. Po długich poszukiwaniach dostaje propozycję pracy w Corporate Wings BPO. Po przejściu wszystkich testów i szkoleń Łucja zostaje pracownicą wyżej wymienionej firmy. Jej szara rzeczywistość zmienia się w momencie, gdy pewnej nocy we śnie spotyka tajemniczego wampira Mikaela. Łucja nie zdaje sobie jednak sprawy jak ten jeden sen wpłynie na jej życie.
Kobieta zakochuje się w wampirze ze snów i za wszelką cenę próbuje doprowadzić do spotkania z wyśnionym. I udaje jej się to. Spotyka Mikaela, wampira ze swoich snów. Łucja odkrywa jego tajemnicę, lecz pod koniec spotkania chłopak mówi jej, żeby uważała na Adama, jednego ze współpracowników i wymazuje jej pamięć.
Kogo wybierze Łucja? Mikael każe jej uważać na Adama, Adam każe jej uważać na Mikaela. Przed kobietą bardzo trudna decyzja, lecz czy dokonany wybór okaże się właściwy i nie doprowadzi jej do zagłady?
"Ósme niebo" to cudowna powieść o dorastaniu, miłości, sile marzeń, namiętności, trudnych wyborach jakich musi dokonać główna bohaterka.
Łucja Wilewska to pierwsza polska autorka pisząca w swojej powieści o lightworkerach, czyli o osobach, które są obdarzone duszami istot pozaziemskich, czy też upadłych aniołów. Jest to też pierwsza powieść o lighworkerach, którą miałam okazję przeczytać i powiem Wam szczerze, że książka została przeze mnie bardzo pozytywnie odebrana. Świat przedstawiony w książce, bohaterowie, rozwój wydarzeń. Wszystko w tej powieści zostało dopracowane do perfekcji. Bohaterowie zostali wykreowani naprawdę świetnie. Dwóch przystojnych mężczyzn: wampir i upadły. Jedna kobieta: strażniczka światła, która musi dokonać nie łatwego wyboru.
Książka wciąga czytelnika od pierwszych stron. Z każdym kolejnym rozdziałem mamy ochotę na więcej i więcej, bardzo trudno jest przerwać, dlatego też powieść pochłonęła mnie bez reszty i w ciągu dwóch dni ją przeczytałam.
"Ósme niebo" to bardzo dobra powieść, w której nie ma przepychu informacji. Jednak książka nie jest aż tak idealna, ponieważ momentami opisy są zbyt długie i zawarte w nich informacje nie są zbyt potrzebne (oczywiście według mnie). A dlaczego tak uważam? Otóż Łucja opowiada o wyśnionym wampirze, a za chwilę opisuje wystrój swojego mieszkania. Także jeden, ale duży (bardzo znaczący dla mnie) minus, który miał wpływ na odbiór powieści przeze mnie.
Także jeżeli chcecie sięgnąć po lekką i przyjemną lekturę na jesienny/zimowy dzień to jak najbardziej zachęcam Was do zapoznania się z losami Łucji, Adama i Michaela. Mogę Wam zdradzić, że rozwój wydarzeń w niektórych momentach Was zaszokuje, ale dzięki takim sytuacją książka jest o wiele bardziej ciekawsza! Na pewno z niecierpliwością będę czekać na kontynuację!



Za możliwość przeczytania książki dziękuję portalowi sztukater.pl

wtorek, 13 lutego 2018

[54] "Świąteczne marzenie" - Amanda Prowse


Autor: Amanda Prowse
Tłumaczenie: Monika Wiśniewska
Wydawnictwo: Kobiece
Rok wydania: 2017
Liczba stron: 336
Ocena: 7/10
Opis z okładki:  Ciepła i poruszająca opowieść o miłości osadzona w świątecznym klimacie Nowego Jorku.
W dzieciństwie Meg zawsze marzyła o idealnym Bożym Narodzeniu.
W tym roku samotna matka przygotuje baśniową Gwiazdkę Lucasowi, małemu synkowi. Na stole stanie pieczony indyk, kolędy ukoją znajomymi nutami, ogień będzie igrał w kominku, a tuż obok niego zawiśnie tradycyjna skarpeta. Magii Świąt nie zabraknie. Meg doskonale zdaje sobie sprawę z tego, że ona i mały Lucas poradzą sobie sami.
Jednak pewna przypadkowa znajomość nawiązana w Nowym Jorku zmieni wszystko. Intrygujący architekt Edd trwale zapisuje się w myślach Meg. I nagle wizja świąt bez mężczyzny nie wydaje się już taka przyjemna. Szkoda tylko, że ten, o którym marzy kobieta, mieszka aż za oceanem.
Czy Meg odważy się ruszyć w pogoń za głosem serca? Czy Święta spędzi tylko z synem?



Świąteczny czas to najpiękniejszy okres w całym roku zapewne nie tylko dla mnie, ale dla większości z Was. Ta wręcz niepowtarzalna, rodzinna, pełna miłości i ciepła atmosfera sprawia, że większość czytelników ma ochotę zapoznać się z powieściami właśnie takimi, gdzie fabuła rozwija się z Bożym Narodzeniem w tle. Dla mnie ten czas jest magiczny i postanowiłam zapoznać się z książką właśnie o takim temacie. I oto w taki sposób w moje ręce wpadła powieść "Świąteczne marzenie" Amandy Prowse, która sprawiła, że magiczny czas oczekiwania na święta stał się jeszcze bardziej magiczny.

Meg była wychowywana w rodzinie zastępczej. Od zawsze marzyła o bajecznych świętach, ale niestety nigdy nie miała możliwości doświadczenia tego i spełnienia swoich marzeń. Kiedy jako już dojrzała kobieta i matka czteroletniego Lucasa ma taką możliwość to chce żeby jej syn doświadczył tego czego ona w dzieciństwie nie miała. Jednak na kilka dni przed Gwiazdką kobieta musi wyjechać do Nowego Jorku w sprawach służbowych. Meg nawet nie spodziewa się, że ten wyjazd może obrócić jej życie o sto osiemdziesiąt stopni. Kobieta poznaje młodego, przystojnego mężczyznę. Między dwojgiem rodzi się uczucie. Jednak czy dadzą oni radę pokonać przeciwności losu? A przede wszystkim czy będą w stanie pokonać dzielące ich kilometry?

"Świąteczne marzenie" autorstwa Amandy Prowse to pełna ciepła i miłości powieść, która roztopi nie jedno serce skute lodem. Po przeczytaniu kilkunastu recenzji o zróżnicowanej ocenie nie byłam pewna czego się po tej książce spodziewać. Na szczęście sięgniecie akutar po tą książkę w tym przedświątecznym okresem okazało się strzałem w dziesiątkę. Atmosfera ukazana w powieści mnie zachwyciła i dzięki tej książce ten czas jak już wspomniłam ten wyjątkowy czas jest bardziej magiczny.

Wielki ukłon dla autorki, ponieważ jak wiecie, chociażby z moich wcześniejszych recenzji, że opisy w powieściach są dla mnie katorgą. Ale Amanda Prowse w cudowny sposób opisała wszystko co działo się wokół bohaterów, że czytanie tej książki było istną przyjemnością i wręcz mogę stwierdzić, że delektowałam się każdym słowem. Chyba to jest jedna z nielicznych powieści, która mimo wielu długich opisów zrobiła na mnie bardzo pozytywne wrażenie. A opisy dodają jej swoistego uroku.

Bohaterowie powieści to świetnie wykreowane postacie, które już od pierwszych stron wywołują u czytelnika pozytywne emocje. Już od pierwszych stron polubiłam Meg, która mimo trudnego dzieciństwa ma wspaniałą pracę, przyszywaną rodzinę i co więcej cudownego synka. Miłość jaka została ukazana między matką i synem w tej powieści jest wręcz niesamowita! Hmmmm.. Chociaż muszę przyznać, że jak poznajemy Edda to mamy uczucie, że jest gburem i chamem, ale z każdą stroną mężczyzna staje się w naszych oczach coraz cudowniejszy, aż wręcz wyidealizowany. Niestety tylko do pewnego momentu, gduż rozwój wydarzeń przynajmniej dla mnie był szokujący.

Bardzo cieszę się, że było mi dane poznać bohaterów powieści "Świąteczne marzenie" i jestem pewna, że za rok ta książka ponownie zagości w moim okresie świątecznym. Polecam Wam szczerze tą powieść, ponieważ zawiera w sobie wszystko co najpiękniejsze i czytelnikowi trudno się od niej oderwać. Dlatego jeżeli macie ochotę przeżyć święta jeszcze raz to sięgajcie po książkę Amandy Prowse, która sprawi, że po lekturze będzie Wam ciężko wrócić do rzeczywistości.


Za możliwość przeczytania książki dziękuję portalowi sztukater.pl

niedziela, 4 lutego 2018

[53] "Nasze nigdy" Aleksandra Troszczyńska


Autor: Aleksandra Troszczyńska
Wydawnictwo: Novae Res
Rok wydania: 2017
Liczba stron: 204
Ocena: 7/10



Opis z okładki: "Bree jest zagubioną i pełną kompleksów nastolatką. Nie akceptuje siebie i swojego ciała, nie ma przyjaciół ani oparcia w rodzicach. Ucieczki szuka w tabletkach i samotności.

Harry jest pedantem i bardzo tajemniczym człowiekiem. Stroni od ludzi, oddając się pielęgnacji swoich róż. I ukrywanych przed światem obsesji.

Kiedy tych dwoje się spotka, odkryją, że nie chcą bez siebie żyć. Że nie mogą bez siebie żyć. Ich utajone lęki, pragnienia i mroczne popędy znajdą ujście, a ich uczuciem zawładną wewnętrzne demony. Bree i Harry – stając się dla siebie całym światem – mogą się jednocześnie okazać swoim największym zagrożeniem".






Po sięgnięcie po powieść "Nasze nigdy" autorstwa Aleksandry Troszczyńskiej zdecydowanie skłoniła mnie przepiękna okładka. Okładka od której bije wiele emocji. Okładka, która ma w sobie to coś. Coś co przyciąga. Po za tym opis z okładki sprawił, że chciałam poznać losy Bree i Harrego.

Ona ma obsesje na punkcie tabletek. Uważa, że one zastąpią jej śniadanie, obiad, kolację. Tabletki wypełniają jej życie, a niemożność zjedzenia ich doprowadza ją do szaleństwa. Bree to nastolatka, która co chwilę zmienia miejsce zamieszkania ze względu na pracę ojca. To dziewczyna samotna, zagubiona i zakompleksiona. Nie akceptuje siebie. Nie może liczyć na wsparcie rodziców, którzy ją traktują jak powietrze, nie może liczyć również na wsparcie przyjaciół, których niestety nie ma.
On ma obsesje na punkcie róży. Opiekuje, zajmuje się nimi w taki sposób jakby były one ludźmi. Gdy pierwszy raz zobaczy Bree zaczyna mieć obsesję na jej punkcie. W każdy możliwy sposób stara się do niej dotrzeć. Harry to człowiek bardzo tajemniczy, który z pełną świadomością wybiera samotność. Wybiera życie z dala od ludzi. Twierdzi również, że wszyscy mamy jakieś obsesje.

"Nie potrafił wyrzucić ze swego życia Bree. Uzależnił się . Była dla niego niczym nikotyna. Nie! Była dla niego niczym najgroźniejszy narkotyk. Zupełnie tak jak on dla niej".

Kiedy Harry i Bree się spotykają uświadamiają sobie, że nie mogą sobie wyobrazić bez siebie życia. Bree początkowo iż boi się chłopaka to jednak coś ją do niego ciągnie i mimo obaw daje się ponieść emocjom. Oboje odkrywają, że łączy ich bardzo dużo. Niestety ich relacja może się okazać bardzo niebezpieczna.

"Już zawsze będzie za nią odpowiedzialny, bo na zawsze pozostanie jego własnością".

W powieści "Nasze nigdy" najbardziej spodobało mi się to, że występuje w niej bardzo mała liczba bohaterów. W żadnej dotychczas przeczytanej książce nie miałam z czymś takim styczności. Otóż występują tu Bree i Henry, sporadycznie tylko rodzice dziewczyny. Także cała powieść skupiona jest tylko na nich. Na ich obsesjach, uzależnieniach, uczuciach. Takie zestawienie przypadło mi bardzo do gustu!

Aleksandra Troszczyńska podejmuje w swojej powieści bardzo trudny temat braku akceptacji i samotności. Brak samoakceptacji, brak akceptacji rówieśników, rodziców doprowadza główną bohaterkę do anoreksji. Mało tego Bree zaczyna się okaleczać, a nawet myśli o popełnieniu samobójstwa. Autorka skupia się na opisywaniu wewnętrznych uczuć, przeżyć i rozterek nastolatki przez co powieść jest naprawdę ciekawe, a po za tym przepełniona emocjami, które czytelnik przeżywa razem z bohaterami. Po za tym samotna Bree ucieka w ramiona zupełnie nieznajomego chłopaka, który może się okazać dla niej największym niebezpieczeństwem.

"Nasze nigdy" to krótka powiastka na jeden dzień. Lekka, przyjemna, czyta się ją bardzo szybko. Chociaż momentami główni bohaterowie są strasznie irytujący to fabuła jest na tyle wciągająca, że chce się więcej. Autorka ma swój specyficzny styl pisania, więc nie każdemu może się on podobać. Mnie jednak ta historia bardzo się spodobało mimo iż jak już wyżej wspomniałam momentami bohaterowie strasznie mnie irytowali. Ale mimo to z każdą stroną pragnęłam poznawać dalszy rozwój wydarzeń, gdyż naprawdę można się mocno wciągnąć, a ta książka jest nieprzewidywalna. Uwierzcie mi, ale w pewnym momencie byłam w ciężkim szoku jak potoczyły się losy głównych bohaterów. A zakończenie powieści rozbije (przynajmniej moje serce rozbiło) Wasze serca na miliony kawałeczków, które ciężko poskładać. Po za tym po skończeniu tej książki zapewne złapiecie kaca książkowego.


Za możliwość przeczytania książki dziękuję portalowi sztukater.pl

poniedziałek, 11 grudnia 2017

[52] "Dwoje nie do pary" - Olivia S.


Autor: Olivia S.
Wydawnictwo: Novae Res
Rok wydania: 2017
Liczba stron: 242
Ocena: 7/10



Opis z okładki: Czy można odnaleźć wspólną drogę do szczęścia w czasach rozwodów, selfie i botoksu?

Bohaterka książki to mieszkanka wielkiego miasta, przeklinająca poranne korki, dręczona wyrzutami sumienia, kiedy zaśpi na zajęcia fitness, i lecząca smutki kolejną sukienką zakupioną on-line. W dzienniku opowiada o perypetiach w swoim związku, życiu we współczesnym świecie oraz o kobiecych potrzebach. Bez cenzury relacjonuje codzienne sytuacje, czułe przekomarzania czy też temperamentne sprzeczki. W powietrzu nieustannie unosi się atmosfera nieskrywanego erotyzmu, a pikantne szczegóły małżeńskiego pożycia bynajmniej nie stanowią tabu. Spotykamy więc bohaterów w sytuacjach bardzo przyziemnych: podczas urządzania mieszkania, przyrządzania posiłków, w chorobie, na imprezie, w łóżku… ¬ czyli zupełnie jak w reality show...


Na początku miałam obawy co do sięgnięcia po powieść "Dwoje nie do pary. Rzęsy i nonsensy" autorstwa Olivii S. Jednak po przeczytaniu bardzo wielu pozytywnych opinii stwierdziłam, że zaryzykuję i skuszę się na tę pozycję. Powiem Wam, że ryzyko się bardzo opłaciło, a ja zostałam mile zaskoczona i nie żałuję, że tę książkę przeczytałam.  "Dwoje nie do pary. Rzęsy i nonsensy" to dziennik jaki pisze główna bohaterka, można powiedzieć, że to również taki a'la poradnik dotyczący związków. Autorka z humorem podchodzi do tematu związku. Nie stroni od wytykania błędów par, nie wstydzi się pisać o seksie. Przyjemna książka, która potrafi wywołać na twarzy uśmiech nawet w najbardziej pochmurny dzień.
Boharerką powieści jest kobieta mieszkająca w dużym mieście wraz ze swoim życiowym partnerem, mężem, którego w powieści przedstawia jako R. Kobieta narzekająca na otaczający ją świat. Korki, zaspanie, brak porannej kawy, brak wieczornego seksu,czy też wizyta u teściów jest dla niej strasznie irytująca. Kobieta ta wytyka parom błędy jakie popełniają będąc w związku na podstawie swojej relacji z R. 
Główna bohaterka książki przedstawia świat ze swojej perspektywy, przedstawia wydarzenia z życia codziennego. Bohaterów spotykamy w wielu sytuacjach. Kiedy urządzają mieszkanie, są z wizytą u teściów, kiedy chorują, czy też kiedy się kłócą, a później po awanturze lądują w łóżku. Mimo iż w książce tej nie ma opisu miłości jak w bajkach, mimo iż nie ma namiętności jak w erotykach, mimo iż nie ma wymyślonych postaci, światów jak w fantasty to książka na swój sposób ma swój urok i nie jest łatwo się od niej oderwać. Bohaterka opowiada o swoim codziennym życiu, lecz to w jaki sposób o nim opowiada jest niesamowite. Brak owijania w bawełnę, wali prosto z mostu przez co książka ma swój jeden niepowtarzalny i niespotykany charakter.
Cała powieść nie jest wyidealizowana, jak niektóre książki przez co jest o wiele bardziej ciekawa. 
Autorka nie przedstawia, ani nie podaje chociaż literki imienia głównej bohaterki, nie podaje też nazwy miasta w jakim mieszka. Zabieg ten jest zdumiewający jak i również zachwycający. Dlaczego? Otóż autorka zostawia naszej wyobraźni pole do popisu. Możemy sami sobie wyobrazić imiona bohaterów, miasto w jakim mieszkają. Książka według mnie bardzo wpływa na kreatywność i rozwój wyobraźni, po za tym w niektórych sytuacjach można też postawić samego siebie wraz ze swoją drugą połówką na miejscu bohaterów. Dla mnie takie napisanie powieści jest wręcz genialne!
Ale niestety! Powieść ma też wady, a szczególnie jedną rzucającą się w oczy, otóż średnio na dwa rozdziały pojawia się temat seksu, co staje się w połowie książki dość irytujące. Bo ile znów można czytać o seksie wieczorem, rano, popołudniu, na zgodę... Jednak mimo ciągle poruszanego tego tematu to książka wciąga na tyle, że mimo irytacji chcemy więcej wiedzieć o bohaterach.
Z całego serca polecam Wam powieść "Dwoje nie do pary. Rzęsy i nonsensy", ponieważ można się z niej wiele dowiedzieć o błędach popełnianych przez nas, ale można też się pośmiać. Książka przyjemna, lekka w czytaniu jak i odbiorze. Uwierzcie mi, ale z każdą stroną chcemy więcej i więcej, a niestety po zakończeniu powieści czujemy lekki niedosyt.


Za możliwość przeczytania książki dziękuję portalowi sztukater.pl

czwartek, 21 września 2017

[47] "Gra miłości" - Huntley Fitzpatrick

Autor: Huntley Fitzpatrick
Tłumaczenie: Katarzyna Krawczyk
Wydawnictwo: Zysk i S-ka
Rok wydania: 2017
Liczba stron: 464
Ocena: 8/10


Opis z okładki: Tim Mason jest chłopakiem, który najprawdopodobniej znajdzie po omacku barek z alkoholem, w przyszłości będzie potrzebował przeszczepu wątroby, wjedzie samochodem do domu…

Alice Garrett była dziewczyną, która przede wszystkim na pewno nie umówi się z przyjacielem młodszego brata, wlokącym za sobą spory ciężar przeszłości...

Dla Tima zakochanie się w Alice nie byłoby mądrym wyborem. Dla Alice nie ma nic bardziej przerażającego od zakochania się w Timie. Jednak Tim nigdy nie wybierał mądrze, zaś Alice zaczyna się zastanawiać, czy „mądry” wybór jest zawsze tym najwłaściwszym. Kiedy tych dwoje natknie się na siebie, wpadną po uszy…





Sięgając po książkę "Gra miłości" autorstwa Huntley Fitzpatrick byłam przekonana, że będzie to świetna powieść. Jednak takiego zaskoczenia się nie spodziewałam. "Gra miłości" to powieść nie tylko ciekawa, wciągająca, ale przede wszystkim bardzo wartościowa i pouczająca.

"Gra miłości" to powieść opowiadająca historię dwojga młodych bohaterów Alice i Tima, którym nie dane jest życie typowych nastolatków. Oboje musieli bardzo szybko dorosnąć. Alice to urocza, młoda, odpowiedzialna dziewczyna, która musi zajmować się swoim rodzeństwem przez co nie ma prawie w ogóle czasu dla samej siebie. Alice została zmuszona do tego przez los, gdyż jej tata uległ poważnemu wypadkowi, a jej mama zajmuje się mężem i to właśnie na dziewczynę spadł obowiązek opieki nad młodszym rodzeństwem.
Tim to druga główna postać powieści. Na początku poznajemy go jako młodego chłopaka zmagającego się z bardzo poważnym problemem alkoholowym, ale to nie wszystko. Tim musi sprostać bardzo ważnemu wyzwaniu. Otóż chłopak dowiaduje się, że jest ojcem, a co za tym idzie? Musi dorosnąć i zaopiekować się swoim synem. Czy Tim'owi uda się szybko dojrzeć i sprostać roli ojca w tak młodym wieku?

Alice i Tima połączy niełatwe uczucie. Jednak, czy młodym uda się sprostać wszystkim wyzwaniom i pokonać wszystkie przeciwności losu? Czy będą oni szczęśliwi?

"Gra miłości" wciąga czytelnika już od pierwszych stron. Powieść ta to nie jest typowy romans dla młodzieży. Autorka książki Huntley Fitzpatrick porusza w niej bardzo ważne tematy. Między innymi problem alkoholizmu i ojcostwa. Powieść, która z pozoru mogłaby się wydawać kolejną tandetną historią o nastoletniej, skomplikowanej miłości, okazuję się, że jest powieścią, która jest na tyle dojrzała, że po przeczytaniu jej czytelnik, a szczególnie ci czytelnicy należący do młodego pokolenia ma doskonały obraz do czego mogą doprowadzić złe i często niekontrolowane decyzje podejmowane pod wpływem emocji, bądź też alkoholu.
Fabuła powieści niesamowicie wciąga, nie pozwala pozostawić książki nawet na chwilę, zapewnia czytelnikowi nieprzespaną noc. Bohaterowi powieści są wykreowani prawie idealnie. Tim, to typowy nastolatek, który ma w głowie imprezowanie, alkohol i znajomych. Niestety taki tryb życia Tima nie doprowadza do niczego dobrego. Może się początkowo wydawać, że z charakteru jest on wredny, wulgarny, jednak autorka wykreowała go jako miłego chłopaka. Alice natomiast została wykreowana nie jako typowa nastolatka, lecz nastolatka mająca na głowie problemy dotyczące dorosłego człowieka. Musi zajmować się młodszym rodzeństwem, rachunkami, czy też prowadzenie sklepu. Nie ma ona czasu na imprezy, a nawet rzadko kiedy ma czas na spotkanie z przyjaciółmi. Na Alice nagle spada bardzo wiele poważnych obowiązków. Jednak ona się nie poddaje i jest bardzo silną bohaterką, może być dla nie jednej dziewczyny autorytetem. Jak widzicie główni bohaterowie są zupełnie od siebie różni, jednak to co ich połączy jest silniejsze niż się wydaje, bo jak to mówią "przeciwieństwa się przyciągają".

Polecam tę książkę szczególnie młodemu pokoleniu, które uważa, że w wieku szesnastu lat jest się już dorosłym. Jednak kochani dorosłość, znaczy też odpowiedzialność, gdyż kiedy osiągnięcie już ten wymarzony wiek pełnoletności będziecie sami musieli ponosić odpowiedzialność za wasze czyny. Nie chcę tutaj nikogo obrazić jednak, gdy poznacie losy bohaterów zobaczycie, że bycie dorosłym nie jest wcale miłe i przyjemne. Niestety czasami dorosłość potrafi nas bardzo rozczarować.



Za możliwość przeczytania książki dziękuję portalowi sztukater.pl

wtorek, 12 września 2017

[46] "Małe gry Bernarda Żbika. Koralowy sztylet" - Adam Nasielski

Autor: Adam Nasielski
Wydawnictwo: Wydawnictwo CM
Rok wydania: 2017
Liczba stron: 130
Ocena: 8/10



Opis z okładki: "Warszawa, lata 30. XX wieku. Tajemnicze zniknięcia osób, brutalne morderstwa, zamachy bombowe, przebiegli zbrodniarze – wszystko, z czym Bernard Żbik musi się mierzyć w codziennej pracy w Urzędzie Śledczym. Tym razem genialny detektyw oraz jego nieodłączny asystent Adam Billewski zmierzą się z serią spraw, w których muszą wykorzystać swój spryt i wieloletnie doświadczenie, a czasem liczyć jedynie na szczęśliwy przypadek. Czy jednak rzeczywiście tym razem będą to tylko Małe Gry? Osławione zdolności Żbika zostaną wielokrotnie wystawione na ciężką próbę, szczególnie, gdy będzie on musiał rozwiązać zagadkę tajemniczego ducha czy zapobiec rewolucji w Afryce".









"Małe gry Bernarda Żbika. Koralowy sztylet" to kolejna powieść Adama Nasielskiego, z jaką miała okazję się zapoznać. Zarazem jest to kolejna książka z serii "Kryminały przedwojennej Warszawy" i po raz kolejny nie zawiodłam się, lecz zostałam bardzo mile zaskoczona.

Fabuła powieści rozpoczyna się w momencie, gdy na komisariat policji do komisarza Adama Bielewskiego zgłasza się kobieta, która uważa, że w jej domu są duchy, które grożą wszystkim mieszkańcom. Policjanci na początku nie wierzą kobiecie, jednak decydują się obserwować jej dom w ciągu nocy. W ciągu tej nocy zostaje zasztyletowany jeden domownik, a reszta mieszkańców ginie bez śladu w tajemniczych okolicznościach. Ponad to policjanci słyszą dziwne głosy w mieszkaniu, a po przeszukaniu nie znajdują żadnych odbiorników, które mogłyby emitować dźwięki, czy też głosy. Komisarz Adam prosi o pomoc zaufanego przyjaciela z ponad przeciętnymi zdolnościami Bernarda Żbika. Jednak, czy naszym bohaterom uda się rozwiązać zagadkę tajemniczych zaginięć i morderstw? O tym przekonacie się sięgając po powieść "Małe gry Bernarda Żbika. Koralowy sztylet".

Jak już wyżej wspomniałam po raz kolejny zostałam bardzo mile zaskoczona powieścią z serii "Kryminały przedwojennej Warszawy". Książka Adama Nasielskiego pt.: "Małe gry Bernarda Żbika. Koralowy Sztylet" sprawiła, że nabrałam ogromnej ochoty na zapoznanie się z innym autorami, ale również powieściami poznanych przeze mnie autorów z wyżej wymienionej serii i mam wielką nadzieję, że niedługo uda mi się nadrobić wszystkie tytuły opublikowane w tej serii. 

Akcja powieści toczy się w zaskakującą szybkim tempie, dzięki tej zawrotnej prędkości rozwoju wydarzeń książkę pochłaniamy w niedługim czasie, ale czytamy z ogromnym zainteresowaniem. Z każdą kolejną stroną pochłaniamy słowa coraz szybciej, gdyż jesteśmy niezmiernie ciekawi co stało się z mieszkańcami willi na ul Inżynierskiej. Momentami czytamy książkę z zapartym tchem i mogę Wam obiecać, że mimo małej ilości stron nie raz zostaniecie zaskoczeni, być może również przeżyjecie szok. Głównego bohatera tej powieści, czyli Bernarda Żbika mieliśmy okazję poznać w książce również autorstwa Adama Nasielskiego pt.: "Wielkie gry Bernarda Żbika. Puama E". No i oczywiście Bernard nadal pozostaje moją ulubioną postacią występującą w powieści, jego postać została wykreowana wręcz w genialny sposób. Naprawdę jego nie da się nie lubić. 

Jako zaletę tej powieści mogę uznać również brak niepotrzebnych, przydługich opisów, które zamiast wprowadzać czytelnika, one jedynie go zanudzają. Dlatego też bardzo cieszę się, że w tej książce opisy są krótkie i wprowadzają czytelnika w nastrój, a przede wszystkim nie zawierają nie interesujących nas informacji.

Zachęcam Was bardzo gorąco do poznania losów bohaterów występujących w powieści "Małe gry Bernarda Żbika. Koralowy Sztylet". Być może nie jest to książka bijąca rekordy popularności, jednak warto ją przeczytać, i zapoznać się z twórczością inną niż współczesne, ponieważ teraz wiele powieści powiela wątki, a książki dzisiaj zapomniane nie raz zaskoczą czytelnika nietuzinkową fabułą, zwrotami akcji, świetnymi bohaterami. Ponad to każda z książek należących do serii "Kryminały przedwojennej Warszawy", którą miałam okazję przeczytać ma zupełnie inny charakter, a fabuła każdej z nich jest niepowtarzalna przez co każda z nich jest na swój sposób wyjątkowa. Dzięki takim powieściom możemy również poznać autorów innych niż znaliśmy do tej pory, którzy w żaden sposób nie zniechęcają czytelnika, lecz wręcz przeciwnie zachęcają do poznawania innych powieści z okresu lat trzydziestych wieku XX.



Za możliwość przeczytania książki dziękuję portalowi sztukater.pl